niedziela, 5 stycznia 2014

Podsumowanie 2013 - Rok Wiary




Pięć dni temu zakończył się ostatni rok.
Jeden z dwóch najgorszych lat mojego życia.
2013...
ROK WIARY.
Chaos...
Zło...
Sprzeczności.

Wszystko co z nim związane pozostało w tej pechowej dacie.

Życie to coś dziwnego.

Podobno człowiek uczy się na błędach i nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło...
Ile złego trzeba przeżyć, by otrzymać coś dobrego?
Czy to się wyrównuje?
Czy w zależności od ilości otrzymanego zła, dostajemy w zamian taką samą ilość dobra i odwrotnie?
Kiedyś wierzyłam w różne rzeczy.
Teraz wierzę trochę inaczej.
Teraz wydaje mi się że wszystko można wytłumaczyć.
Racjonalnie.

Teraz wiem.

Teraz wierzę - w siebie.
Wreszcie.

Niby "Co nas nie zabije - to nas wzmocni."
Inni mówią "Co nas nie zabije, to uczyni z nas bryłę lodu"
Skłaniałabym się bardziej ku temu drugiemu. Choć na jedno w sumie wychodzi.

Bo tak jest lepiej.
Nikt już nam nie wbije noża w serce, bo za twardo...
Może co najwyżej zrobić rysę, skruszyć kawałek lub roztopić.
Tak. - Można roztopić.
Topi się niby wolno. Niby szybko, ale boi się topić.
Topi się uważnie ze strachem i dystansem.
Może ten strach kiedyś przejdzie...
Wiadome jest tylko jedno...
- W sercu jest spokój.

Mimo zimna i bariery chroniącej przed kolejnymi złymi ludźmi jest jeszcze trochę ciepła.
I nadziei.

A nadzieja umiera ostatnia.



W tym roku zdarzyło się bardzo dużo. Dużo zła i podłości.
Nigdy bym nie pomyślała, że ludzie mogą być na prawdę na wskroś źli i śmiać się z Ciebie patrząc Ci prosto w oczy.
W tym roku zrozumiałam, że tak na prawdę, nie możemy ufać nikomu, nie wiem nawet czy możemy ufać sobie samemu.
Zapytacie dlaczego?
Na pytanie "Dlaczego" - nigdy nie ma odpowiedzi.
To zwrot bez odpowiedzi.

Jeśli raz komuś zaufasz i ten ktoś przetarga Cię po bruku i rozdepcze końmi, wtedy będziesz wiedzieć, że człowiek to tylko człowiek. I będzie tylko patrzył na te twoje szczątki zachęcając innych, by po Tobie deptali. I nie powie im - tak nie wolno.
Nie zatrzyma ich. Zrobi to z nimi.
Ale Ty popatrzysz jednym okiem i nie powiesz nic, nie wydasz go, bo jesteś sobą, bo masz sumienie, bo nie jesteś zdrajcą.
I tylko Ty będziesz to wiedzieć.

Tak naprawdę nikt więcej nie musi.
I tyle wystarczy.
Całą prawdę mam w sobie.
I nikomu innemu ona potrzebna nie jest.
Zatrutych serc i umysłów, i tak nie oczyści.
Bóg wie wszystko.
I wszystko wraca. A nie życzyłabym tego wszystkiego nikomu.


Ważne, że czyste jest moje własne serce.


W tym roku poznałam wielu ludzi, bez których tego wszystkiego bym nie przeżyła.
Dziękuję im za to, że byli. Nawet jeśli nie wiedzieli co się dzieje, to byli.
Nie pytali. A może wiedzieli i nie chcieli pytać, by nie rozjątrzać ran.
Dziękuję również tym, którzy wiedzieli i stanęli po stronie prawdy.
Chwała im za to.

Dziękuję Bożenie za przyjaźń, wsparcie i prawdę, za to, że jako jedyna zna huragan od środka, Ewie za wszystkie babskie pizze i wypady :)i Michałowi H. za otwarcie mi oczu, dzięki niemu zrozumiałam prawa człowieka.
Dziękuję Chłopkowi, bo dzięki niej wiem, że ludzie wcale nie są tacy idealni za jakich się podają. Bo pomogła mi w tym najgorszym momencie.
Dziękuję Innie i jej chłopakowi Pawłowi, oraz ich małej córeczce Ani - za wiarę, że wszystko może być jeszcze ok. i można żyć na nowo.
Dziękuję Adzie - za wiarę, że walka o swoje własne życie ma sens. I Sekret działa również w życiu innych.
Dziękuję Kamili, tej mojej dobrej Kamili, za wiarę, że mimo przeciwności całego życia, można się uśmiechać.
Dziękuję Bartkowi za Cher :) I Madsowi za uśmiech - człowiek z ze szklanego ekranu, dzięki któremu uwierzyłam, że można to wszystko obrócić w żart.
Dziękuję Karolowi B., za wsparcie starszego brata, który nie ocenia i pomaga, Oli Baszczak za Kwoona i świeżość, Kasi B.za jej bezinteresowność :)a Aśce L. za jej - czarne i białe, i złamanie strachu przed bliskością.
Dziękuję Nataszy, za drapanie w drzwi ;) i za pomoc w walce z plenerowymi duchami.
I Prof.Mieciowi ze Lwowa, który stwierdził, że tworzę coś wielkiego :)
Dziękuję również mojej rodzinie. Za cierpliwość, wsparcie i walkę o mnie. Za zrozumienie i ochronę.
I Panu Ratusznikowi za to, że spóźnił się na Kiermasz i przyprowadził ze sobą "Iskrę" topiącą lód ;)


I sobie. Za tą ogromną wiarę i siłę, których się nie spodziewałam.
Za to, że nadal jestem.



Wygrałam walkę z wiatrakami.
Z ciemnością.




.






Brak komentarzy: