Dostałam dziś na facebooku miły komentarz od jednego znajomego...
"Teraz tak powaznie .Ty masz cos w sobie . Miałem kepski start za który przepraszam raz jeszcze .ale od tego czasu nie możesz mi wyjśc z głowy . Możesz sie smiać ale Ty mi sie podobasz i podoba mi się to co piszesz. Tylko ja naprawdę to piszę . Ja się tu na fb wygłupiam w pracy tez sie wygłupaiam i czasami mam potem kłopot jak cos pisze poważnie. Masz coś w sobie intrygującego i jeszcze Ci powiem ,że uważam ,że jestes jak nie odkryta przed " światem " ktoś kto znajdzie klucz do twojej duszy będzie szczęściarzem.
Obcy ludzie czasem widzą w nas więcej niż nasi bliscy. Czasem nie potrafi się docenić tego co mamy i nie umiemy być wdzięczni za to, kogo dostaliśmy od losu. Doceniamy, jak już jest za późno.
"Przyjaciela mam, Co pocieszy mnie. Gdy o Jego ramię, Oprę się. W nim nadzieję mam, Uleciał strach. On najbliżej jest, Zawsze troszczy się..."
Wszystko co robimy zależy od nas. Wszystko co dobre i wszystko co złe. Mamy wolną wolę i tylko my mamy wpływ na swoje własne uczynki. Zawsze jednak mamy możliwość odwrotu i naprawienia swoich błędów. Jesteśmy zwykłymi ludźmi i mamy prawo do słabości. Czasem w złości i gniewie robimy rzeczy, których się wstydzimy. Naszym gniewem ranimy bliskich, ale mimo tego możemy naprawić WSZYSTKO, co zrobiliśmy źle. Jednak najpierw musimy poczuć całym sobą swoje błędy i słabości. Znamy też kilka magicznych słów, z których najmocniejsze jest "przepraszam". Nie rańmy naszych bliskich, bo ranimy tym siebie. Bo oni stoją przy nas murem. Chcą dla nas dobrze. Kochają nas. Do końca świata. Nawet wtedy gdy wyrządziliśmy im taką krzywdę, po której nie potrafimy wybaczyć sobie samemu. Czasem się dla nas poświęcają. Bo czasem trzeba, bo dzięki temu człowiek zna swoja wartość i widzi, że potrafi coś zrobić dla innych. Że umie żyć.
Byłam dziś na cmentarzu. Wychodząc z niego, przypadkiem natknęłam się na wielki nagrobek młodego chłopaka z rzucającym się oczy dużym napisem:
"Uważaj! Bo jak marzysz to zamykasz oczy. Rzeczywistość wtedy łatwo ciosem cie zaskoczy." Z.I.P. Squad
Rzeczywistość rzeczywiście daje nam kopa w najmniej odpowiednim momencie. Czasem nawet wtedy kiedy czujemy i wiemy, że mamy wszystko to, na czym najbardziej zawsze nam zależało. Wystarczy mała chwila zwątpienia i bum. Pif paf. Dostajesz strzał prosto w serce, w głowę, w plecy. W najlepszym wypadku w kolano. Wtedy mimo wszystko najłatwiej się podnieść. Czasami mając wszystko i robiąc coś bez zastanowienia strzelasz sam do siebie. Strzelając do bliskiej Ci osoby, dostajesz rykoszetem. Najbardziej obrywasz Ty sam. Dlaczego? Dlatego, że jak to ktoś ładnie kiedyś zauważył: Łatwiej jest zobaczyć drzazgę w czyimś oku niż belkę w swoim... I tak to jest. Widzimy błędy innych, oceniamy ich, krytykujemy, dajemy lekcje, nauczki i kary. A my sami? My sami nie jesteśmy wcale lepsi. Bo skoro tak robimy, mamy w oku więcej niż ta druga osoba. Człowiek rani sam siebie na każdym kroku. Czasem trzeba się zastanowić zanim coś się zrobi. Bo szkoda naszego czasu, który tutaj mamy. Lepiej doceniać to co się ma, cieszyć się tym i być wdzięcznym. Bo mamy na prawdę dużo. A czasu mamy bardzo mało. Nikt nie wie ile sekund nam jeszcze zostało. Więc korzystać i być. Trzeba. A szukanie dziury w całym, to marnotrawienie togo co mamy i wielka oznaka słabości.
Lepiej żyć i z tego życia korzystać na każdej płaszczyźnie. Cieszyć się w każdej godzinie, dziękować w każdej minucie, kochać w każdej sekundzie.
"How I wish, how I wish you were here. We're just two lost souls Swimming in a fish bowl, Year after year" Pink Floyd
Marzenia są po to aby o nich marzyć, aby je spełniać, aby iść ciągle pod wiatr i starać robić wszystko ze wszystkich sił.
Dziś oglądałam film Hooligans. Bójki, krew i kibice. Honor, zasady i siła. Śmierć.
Życie jest po to aby robić to w co się wierzy, mimo wszystko. Nawet jeśli komuś się to nie podoba. Bo zawsze znajdzie się ktoś, kto się z nami w czymś nie zgodzi. Jednak wierzmy i róbmy mając zasady, i mając swój honor, będąc człowiekiem. Bo człowiek człowiekowi wilkiem... a jednak są wartości, które całkiem zmieniają nasze poglądy i spojrzenie na to co na otacza. Bo wżyciu trzeba walczyć o to co się kocha, kogo się kocha. Nie krzywdząc jednak siebie ani drugiej strony. Nie wolni się poddawać.
Wartości. To jest to co kieruje nami od kołyski aż po grób. Zarówno te wyuczone, jak i nasze własne. Te, które trzymają nas w pionie. I te, które pozwalają nam współistnieć z 2gą osobą. Dzielić się z drugą osobą, istnieć osobno aby zarazem móc istnieć razem. To wszystko nie istnieje jednak jeśli nie znamy i nie mamy 3 podstawowych wartości. Niektórzy mogą uznać to za bzdurę, jednak to one rządzą światem. One kierują naszymi ruchami, umysłami i sercami.
Jak to mądrze napisano:
"Po części bowiem tylko poznajemy, po części prorokujemy. Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe...
...Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy: z nich zaś największa jest miłość."
Żeby było ok. trzeba umieć tworzyć swoje własne poklatki.
Wszystko jest proste. Tylko ludzie sobie sami komplikują. Bo czasem trzeba zacisnąć zęby i ugryźć się w język, i nie przesadzać. Szkoda na to czasu.
Zawsze można tez ugryźć w język kogoś. To na pewno będzie zdecydowanie bardziej przyjemne... ;) Wtedy takich "poklatek" jest więcej. A fajnie jest się dzielić ;)
Każdy czegoś pragnie i na coś czeka... Ale nic samo do nas nie przyjdzie. Trzeba wyciągnąć rękę, ruszyć nogą, podnieść z miejsca tyłek i pójść po to. Nikt za nas niczego nie zrobi i niczego nie załatwi, nie rozwiąże naszych spraw, nie naprawi i nie zbuduje. Życie jest jak domek z kart. Wystarczy silniejszy podmuch wiatru i bach bach... Jest krótkie, dlatego trzeba z niego korzystać i nie zamykać sobie dróg. A my myślimy zamiast czuć.
Łatwo powiedzieć - pas, trudniej się nie poddać. Ale poddać się życiu, to całkiem inna i nawet fajna sprawa... :)
Robić, chodzić, siedzieć, leżeć, dzielić się, Cię, Mię :P, oddychać, jak trzeba to wstrzymywać oddech, przyspieszać go i zwalniać w zależności od sytuacji :) Przyspieszać i zwalniać rytm serca. Biec, złapać kogoś za rękę i biec do utraty tchu. Przed siebie :) Żyć i cieszyć się, sobą i Tobą... :)
"Było trzech ludzi: Polak, Ruski i Niemiec. Diabeł powiedział: - Każdy dostanie dwie kulki. Ten który pokarze najlepszy trik z kulkami wyjdzie z Piekła. Ruski rzucił dwoma o ścianę i się zderzyły. Niemiec tak samo. Polak jedną zgniótł a drugą zgubił."
"Napiszę dzisiaj piękny list, o którym nikt się nie dowie. Napiszę list, którego wartość nie polega na słowie. Napisałem list, adresuję kopertę. Napisze dzisiaj piękny list, bo boli mnie serce"
autor: Michał Sitek 2010 r.
Tak, znajome nam osoby też czasem potrafią napisać coś mądrego :P Słuchajcie ich, bo czasem mówią całkiem sensownie :)
A ja... A ja napiszę dzisiaj długi list do siebie i o sobie. Napiszę dzisiaj piękny list. Coś o mnie i o Tobie. Bo ułożył się mej sennej już głowie.
Potem pójdziemy go wyśnić i w końcu zrealizować... Ułożymy się razem w miękkim hamaku i będziemy kołysać przy polu rzepaku... Nad głową zakołyszą nam się jabłonie, a słońce będzie ogrzewać nasze nagie skronie... Otulimy się kocem i zaśniemy przytuleni, ciepłem swych ciał rozmarzeni. Potem rano usiądziemy w trawie przy dobrej zabawie, by w końcu pocałować się w usta tam gdzie odnalazły się dźwięki naszej pierwszej piosenki... Tam gdzie szumiało zboże, śpiewały ptaki, a krople wody wylanej z butelki sięgały mojej i Twojej ręki. Tam gdzie mrówki chodziły powoli, a lotka do gry nie wypadała ze swej roli. Tam gdzie leniwe chmury wędrowały w ten dzień ponury nad tamą wodną, gdzie widziałeś mnie kolejny raz głodną... Twoich ramion.
A potem przytulisz mnie na pożegnanie i następnego dnia znów przyjdziesz na śniadanie. Z talerzem pełnym kanapek i płatków róż, bo utonąłeś w mej duszy już.
I to by było na tyle :P Tak, czasem jestem infantylna :P bo czasem trzeba...
I GŁOWA DO GÓRY... JUTRO TEŻ JEST NOWY DZIEŃ...? :)
"Bo ja na złe Bo ja na złe, reaguję źle I kurczę się, w sobie zamykam I kurczę się, w sobie zamykam"
W myślach leżę na kocu w panterkę, rozłożonym na kamienistym brzegu. Wysoko nad wodą. Suche sosnowe igły wbijają się w skórę. Mrówki powolnie wędrują przez siebie. Gorące słońce przedziera się przez delikatne brzozowe gałązki. Przenika półprzymknięte szczęściem oczy. Ciepły Wiatr otula ciało swoim bezpiecznym ramieniem. Tuli mocno i obiecuje, że zawsze będzie obok. Tutaj, tam i wszędzie. :) I tak już zawsze, z dnia na dzień coraz lepiej.
"Przyjaźń poznaję po tym, że nic nie może jej zawieść, a prawdziwą miłość po tym, że nic nie może jej zniszczyć"
W życiu najważniejsza jest miłość. Jeśli jej nie mamy, to tak na prawdę nie mamy nic. Jesteśmy przepełnieni pustką, która zżera nas od środka. Bez miłości jest jak bez tlenu. Dusimy się, czegoś nam brakuje, za czymś tęsknimy, usychamy. Nie mamy celu w życiu, nie mamy chęci do niczego. Nie mamy nic. Miłość to tlen, miłość to radość, uczucie, troska, pomoc w złych chwilach, wspólne rozwiązywanie problemów i niedomówień, to czasem złość i gniew, to czasem chwila milczenia i chwila wybaczania. Nic nie jest idealne. Stańmy przed lustrem i powiedzmy sobie - jestem bez winy... to ta 2ga strona zawiniła. - I popatrzmy co się będzie działo. Miłość jest najważniejsza, a jeśli do tego łączy się z przyjaźnią, to trwa do końca naszych dni. Dlatego trzeba o nią walczyć, dlatego powinno się o nią dbać i ciągle nad sobą pracować. Ona napędza nas na co dzień, ona daje nam siłę do życia, do wstawania rano. Ona daje nam szczęście, uśmiech i radość. Dla niej zasypiamy i dla niej się budzimy. Ale czasem daje nam smutek i złość. Bo na tym polega, że czasem są dobre, a czasami złe chwile. I trzeba o tym pamiętać, że nie zawsze jest dobrze. Bo takie jest życie i trzeba umieć stawić mu czoło. Jeśli pojawiają się jakieś problemy, trzeba umieć stanąć na wysokości zadania i im podołać, rozwiązać je tak, aby nie ranić kochającej nas osoby, bo ranimy tym również siebie. Powinno się przez nie przejść razem. Nie można się poddawać. Trzeba walczyć o siebie na wzajem. "Popełniaj błędy i naprawiaj je..." jak śpiewa Myslovitz.... Kochając oddajemy komuś swoje zaufanie, serce, duszę i ciało. Wtedy jesteśmy związani na zawsze. I musimy pamiętać o tym, żeby ufać drugiej osobie. Ufać wtedy kiedy jest dobrze i wtedy kiedy jest źle. Bo jak jest źle, wtedy powinno kochać się najbardziej. Jeśli nasza Miłość coś nam obieca, ufajmy jej z całego serca, bo ona chce dobrze, dla nas obojga. Pomagajmy, stójmy obok w złych momentach i stójmy również obok wtedy kiedy wydaje nam się, że ktoś kogo kochamy zrobił wobec nas źle. Bo kimże jesteśmy mówiąc komuś, że wyrządził nam krzywdę, nie wysłuchując jego słów? Kim jesteśmy wydając w gniewie wyrok, mimo że obok stoi ktoś kto oddałby dla nas wszystko? Uważamy się za Boga. Karcimy kogoś za to, że nas kocha. Karzemy go we własnej pysze. A tym wyrządzamy największa krzywdę sobie.
Jeśli kogoś kochamy dajemy mu całego siebie, dajemy mu swoje dobre i złe strony. Wybaczamy. Miłość to ciągła walka. Z sobą i ze swoimi słabościami. Miłość to wybaczenie. Nie ważne jaki błąd popełnia druga strona. Miłość wybacza. Miłość leczy rany. Gniew z czasem opada. Błędy są po to żeby je naprawiać. Żeby się na nich uczyć i żeby je przeżyć. Po to aby za nie przepraszać i czuć że na prawdę zrobiliśmy coś co zraniło kogoś nam bliskiego. Bo każdy z nas je popełnia... nie ukrywajmy... nikt z nas nie jest święty i każdy ma na sumieniu coś złego... Ale zazwyczaj to coś jest nam wybaczone. Dlaczego? Bo ktoś nas Kocha tak bardzo, że chce dla nas zmienić to co jest w nim złe. To co zaburza równowagę. Bo zmiany są dobre. Bo trzeba dawać ludziom szanse, bo jak jej nie dajemy innym, to nie dajemy jej również sobie. Czasem swoim uporem możemy zabrać szczęście nie tylko drugiej osobie, ale przede wszystkim sobie samemu. Upór niszczy wszystko co ważne, niszczy nas i niszczy tę drugą osobę. Dajmy sobie szanse. Jesteśmy tylko ludźmi.... i każdemu z nas w każdej chwili może podwinąć się noga... czy wtedy nie chcielibyśmy aby ktoś nam wybaczył...?? Jeśli kiedyś zrobiliśmy coś, czego bardzo żałowaliśmy i mimo tego ktoś bliski nam to wybaczył, to teraz jesteśmy mu winni to samo. Jeśli chcemy aby nam wybaczano, to my też wybaczajmy.
Ludzie są dziwni. W zaparciu robią coś co wydaje im się prawidłowe. Co w ich mniemaniu jest dobre. Wydaje nam się czasami, że to my mamy rację, a inni nie. Że to oni robią źle, a my jesteśmy super dobrzy i wspaniali. Jesteśmy Bogami, Panami i władcami. Rządzimy słowami i stawiamy warunki. Wydaje nam się, że jesteśmy lepsi, bo ktoś drugi miał chwilę słabości. Wydajemy osądy, wydajemy wyroki, czasem nawet nie dając swojej Miłości żadnej szansy ani możliwości obrony. Odzieramy ją wtedy z godności. A robiąc to pozbawiamy tej godności również siebie. Kim jesteśmy zabierając komuś możliwość obrony i nie pozwalając naprawić błędów? Czasem dopiero jak dostaniemy mocno po głowie, zdajemy sobie sprawę, że tak na prawdę to my popełniamy jakiś błąd. Że to my robimy ciągle coś, co może ranić bliską nas osobę. Ale dopóki nie dostaniemy mocnego kopniaka, to prawda do nas nie dojdzie. Bo czasem ktoś musi nam powiedzieć wprost, że coś robimy źle. Jednak aby to do nas dotarło, musi być ubrane w odpowiednie słowa i dobrze wytłumaczone. Bez gniewu i osądów. Bez strachu i szantażu. Inaczej zostajemy sami, z ręką w nocniku. Jesteśmy tylko ludźmi i mamy prawo do błędów. Ale mamy też prawo do wybaczenia i do drugiej szansy. Tak jak my wybaczamy i dajemy szanse. Na szczęście mamy rozum i potrafimy nad sobą pracować. Potrafimy wyrzucić z siebie coś, co rani innych. Rozumiemy, że coś zrobiliśmy źle i chcemy to naprawić. Bo kochamy. A Miłość i czas jej poświęcony, to najlepsze lekarstwo na wszystko.
Uśmiechajmy się do siebie... bo za szybko robimy się smutni. Czasami mamy świetne humory, wspaniałe chwile, które dają nam dużo ciepła i radości. Ale czasem wystarczy jedna, mała rzecz i tracimy dobry nastrój na długie godziny... A przecież szkoda czasu. W takich momentach wystarczy jeden sms, jeden tel. jeden mail jedno słowo, do osoby, która najczęściej wywołuje w nas dobre emocje i zły czar pryska. Trzeba się tylko przemóc i odezwać. Tak niewiele się robi, a tyle można zyskać.
No to dziś pomagamy naszej koleżance. Telefony w dłonie, paluszki w ruch i pyk pyk... stuk puk... :)
Dobrze jest móc pisać. Dobrze jest móc pisać ładnie, mądrze i z chęcią. A jeszcze lepiej jak ktoś z jeszcze większą chęcią nas czyta.... Tak dla siebie. Bo lubi.
Marzy mi się truskawkowe pole pełne słońca, złocista plaża z ciepłym piaskiem i czystą wodą, wyjazd w góry, wypad na łyżwy, narty i sanki... koktajl truskawkowy.
Fajnie jest czasem pomarzyć, nawet o drobiazgach, bo one buduj naszą teraźniejszość i przyszłość. Takie małe, dobre rzeczy. Mała rzecz, a cieszy jak to się ładnie mówi :)
Kupię sobie stopery do uszu. Dzięki nim będę zdrowsza i będę dłużej żyła.
Myślicie, że można sobie kupić spokój? i szacunek swoich bliskich? Znając świat i jego pokręcone reguły, to nie. Nie kupi się ich nawet jak się będzie starało do końca świata i jeden dzień dłużej. Nigdy nie zadowolisz kogoś, kto nie jest zadowolony z siebie. Już zawsze będziesz dla tego kogoś nieudacznikiem i kimś kto nie zasługuje nawet na odrobinę szacunku. Nie kupisz go ani górą złota ani dobrym słowem. Bo dobre słowo nic już nie znaczy. dobro = zło zło = dobro
Bo ludzie "lubią sobie komplikować" Im coś jest prostsze i łatwiejsze, tym stwarzamy temu większą filozofię. Bo nie może być zbyt łatwo, zbyt dobrze i zbyt przyjemnie, bo boimy się, że zaraz wszystko się zawali. Dlatego sami z siebie, niejako bezwiednie stwarzamy sytuacje pogarszające sprawę. I tak to jest. Sami sobie komplikujemy, a potem zastanawiamy się co się takiego stało, że się stało... ?
Nic. Zwyczajnie było za dobrze. Ale mimo tego, warto zaspać na pociąg i stwierdzić, że nic się nie stało.
Tak dużo tu mądrych słów... a ja sama mam czasem trudność z ich realizacją... Tak już jest, że czasem przychodzi kryzys. Kryzys wiary w siebie, w swoje możliwości, w swoją siłę, w swoje racje.
Jeśli do tego ludzie nam bliscy pogłębiają ten brak wiary, stajemy się jeszcze mniejsi niż jesteśmy. Powoli znikamy z mapy bycia TU i TERAZ. I sami nie wiemy już gdzie jesteśmy.
Kiedyś chcieliśmy dużo. Kiedyś mieliśmy dużo. Potem nagle rach ciach i los rzucił nam pod nogi kamienie. Czeka aż usuniemy je wszystkie co do najmniejszego okruszka. Ale my nie posiadając odpowiedniego oparcia jesteśmy jak ślepcy. Idziemy po omacku potykając się co chwila o każdy z nich. Potykając się o samego siebie. Bo ktoś przestał w nas wierzyć, bo ktoś przestał nas szanować, bo ktoś przestał nam ufać. Bo bez tego tracimy wiarę. Wiarę w samego siebie. I Wiarę w tego ktosia, lub tych ktosiów. Bo oni sami nie wierzą już w siebie. A to wywołuje lawinę zdarzeń sprowadzających nas głęboko pod ziemię. Bo w ludzi trzeba wierzyć. Trzeba im ufać. Trzeba być dla nich dobrym. Trzeba po prostu chcieć. Nie wystarczy próbować pchać ich na siłę gdzieś, gdzie nam się wydaje, że będzie im dobrze, a potem się od nich odsunąć. Nie tędy droga. To wszystko działa odwrotnie i odwraca się przeciwko tym, którym się wydaje że robią komuś dobrze. A tej osobie, której chciało się na siłę "pomóc" wyrządza się ogromną krzywdę. Zwyczajnie się ją niszczy.
Dobrze w takich sytuacjach jest mieć kogoś, na kim można się wesprzeć. Kto przejdzie dla Ciebie na piechotę 12 km. mimo zimna i deszczu tylko dlatego, że potrzebujesz spędzić z nim parę chwil. Kto kocha, kto przytuli i kto powie, że jesteś kimś wyjątkowym. Dzięki takim osobom, wszystko to co pisałam powyżej przechodzi na bok. Traci na mocy. Nie boli tak bardzo jak powinno.
Pierwszy post w 2012 r. :) W kolejnym szczęśliwym roku :)
Przed Świętami Bożego narodzenia byliśmy z Pawłem w Polanicy. Taki mały wypad z Grouponu. Fajny hotelik, pokój z balkonem i widokiem na rzekę i deptak. Miłe knajpki z pysznym jedzeniem i kawiarenka z dobrą herbatą. Gnocchi z "Niby nic" w sosie pieczarkowo cebulowym było gwiazdą wyjazdu :) Niby krótko, a jednak w czasie takiego wyjazdu razem, można znów nabrać energii do życia :)Dostać pozytywnego kopa na resztę świątecznych dni. Można odpocząć wewnętrznie i po prostu się sobą nacieszyć. Oby więcej takich wypadów, ale dłuższych... :)
Takie oderwanie się od rzeczywistości jest zawsze potrzebne. Dodaje sił do działania.
Ludzie czasem płaczą. Z bezsilności, z lęku, z poczucia krzywdy, ze straty. Wczoraj popłakałam się z radości. To taki kolejny etap, który człowiek przekracza czasem w swoim życiu. Czasem szybciej, czasami wolniej. Potrafi dostrzec w tym momencie jakie spotkało go szczęście i jak bardzo został obdarowany przez los. Widzi ile do tej pory poczynił kroków do przodu i ile razy stał w miejscu, bo się bał iść dalej. Czuje się lekko i dobrze. Jakby wszystkie problemy zniknęły. Zatapia się w kochane ramiona i widzi, że wszystko jest łatwiejsze niż się wydaje.
Zupełnie inny niż poprzednie. Wiele się zdarzyło, wiele przeminęło, ale jeszcze więcej przybyło. Nowych doświadczeń, nowego życia, prawdziwego szczęścia. Czasem szukamy za daleko i nie widzimy tego co mamy blisko siebie, za górą za rzeką... ;) Ten rok wystrzelił i pędził jak strzała. Wiele się w nim nauczyłam. A przede wszystkim zyskałam coś, czego szuka się czasem przez całe życie. Prawdziwą miłość. I siebie. Odnalazłam siebie. Tą małą, którą zagubiłam wiele lat temu. Sprowadziłam się z powrotem na swoją drogę. Pomógł mi w tym ktoś na prawdę wyjątkowy, kto zmienił moje życie i pozwolił mi zrozumieć czym ono jest na prawdę. Kto nauczył mnie czerpać z jego wnętrza, a nie tylko z jego brzegów. Komu dziękuję za cały spędzony razem czas, za każdą chwilę, za każdy promień słońca i uczucia. Dziękuję Paweł :) ;*
Wiem, że czasem upór sprowadza nas nie tam, gdzie byśmy chcieli się znaleźć, że czasem trzeba posłuchać również innych i mimo tego, że mogą nie mieć racji, to chcą dla nas dobrze. Wiem, że najważniejsza jest w życiu miłość i powinniśmy jej pozwolić trwać i iść własnym torem, nie bacząc na żadne przeciwności. A inny ludzie powinni nam pozwolić kochać się na naszych zasadach. Bo mamy ku temu prawo. Wiem, że przyjaźń jest równie ważna, że idą razem w parze. Nie zbaczając z drogi. Wiem, że życie jest tylko jedno i czasem zastanawianie się nad czymś zabiera nam szczęście, które tak łatwo możemy utracić. Wiem, że trzeba skakać w ogień, bo jak się nie oparzymy, to nie spróbujemy wszystkiego, bo ogień czasem przynosi dużo dobrego, nowego i ciekawego.
Nie bójmy się w niego skakać ;)
Wiem, że nie można się niczego bać i z niczego rezygnować, bo czasem chwila przeczekania daje nam dużo więcej niż utrata czegoś lub cofanie się z powrotem. Bo czasem trzeba zacisnąć zęby i iść do przodu mimo wszystkich wątpliwości, przeciwności i naszej wewnętrznej słabości. Bo po burzy nastaje słońce, bo czas jest najlepszym lekarstwem na wszystko. Bo sami przed sobą nie uciekniemy, choćbyśmy znaleźli się na drugim końcu świata.
Ponieważ w zeszłym roku wymieniałam, to w tym też :P W tym roku dużą rolę odegrały w moim życiu takie osoby jak:
Wczoraj była Wigilia, dziś Boże Narodzenia. Jedne z najważniejszych Świąt chrześcijańskich. Ale nie tylko.
Święta mamy w sercu, a nie w kalendarzu. Jeśli komuś zależy, to spędza te dni z ludźmi, których kocha, którzy są dla niego ważni, którzy są mu bliscy, nie dla tego, że to Święta i tak trzeba, tylko dlatego, że po prostu nie chce być sam. Albo nie chce by jego bliscy byli sami...
Jeśli ktoś nie chce, nie spędza ich wcale. Wolny wybór. Święta nie są nakazem. Ale to nasze serce mówi nam jak i z kim będzie nam wtedy najlepiej.
Chcemy je spędzać z bliskimi, bo ich kochamy, bo każdy dzień spędzony z nimi jest dla nas czymś wyjątkowym, a fakt, że są to akurat Święta, pogłębia tę wyjątkowość.
Nie chcemy czuć się samotni i zapomniani w ten dzień.
Siedzimy tylko i rozmyślamy wtedy nad czymś nad czym nie powinniśmy. Dołujemy się. Denerwujemy się czymś, czego być nie powinno.
I tak zamiast się cieszyć, spędzamy resztę Świąt w złości i żalu.
A są na Świecie ludzie, którzy pozostają całkowicie samotni, bo tak akurat potraktował ich los. I nikt ich nie zapytał przed Świętami czy chcą tego złego losu czy nie. I sami sobie nie wybrali samotnych Świąt, bo mieli akurat taki kaprys.
Bo wydarzyło się w ich życiu coś, co na zawsze zmieniło ich Święta. I są teraz sami, bez nikogo, wśród obcych, daleko i nie mają żadnego wpływu na to jak miną te dni ani wszystkie ich następne.
Bo czasem trzeba się spieszyć aby z kimś być. Jedne Święta są w dużym, ciepłym gronie, a innych nie ma w ogóle...
Tak już jest. Bo nie ma się żadnego wpływu na to co nas może nagle spotkać.
Potem się żałuje, że prze 1 marną głupotę można już kogoś nie nigdy zobaczyć...
Marzy mi się wspólny wyjazd w góry :) O kilku dni nie myślę o niczym innym. Jedną nogą już tam gdzieś jestem i chodzę po górach i dolinach. Jedną nogą tak trochę dziwnie i po omacku, ale jakoś człapię. Teraz tylko złapię Pawła, wciągnę nas oboje na tamtą stronę gór i załatwione. Co 4ry nogi, to nie jedna :P
I tak to jest.
Jeszcze ta słoneczna pogoda. Normalnie dobijające, jeśli się siedzi w domu i wie, że w tym czasie mogłoby się tyle zrobić i zobaczyć....
Oby do wyjazdu. i nabrania nowej energii na nowy rok :)
Czasem mam wrażenie, że to co nas otacza opiera się na tym, by robić wszystko, bo trzeba, bo tak powinno być. Bo tak jest skonstruowany świat. Bo trzeba zrobić to, bo trzeba zrobić tamto, być tu i tam.
Nikt już nie skacze bez spadochronu. Jeśli jednak znajdzie się gdzieś taki śmiałek, to zaraz po wylądowaniu idzie za róg, ubiera na powrót swój stary uniform i wraca z powrotem na swoją drogę.
Czasem trzeba skakać częściej i dłużej, żeby zachować wewnętrzną równowagę. Bez zastanowienia. Bo w tym cały sens istnienia Żeby umieć żyć
Ten zwrot chodzi za mną już od kilku mies. :P Ale coś w nim jest.
niby tak każdy z nas zawsze na coś narzeka, zawsze z czegoś tam jest niezadowolony. Ale nikomu nie przychodzi wtedy do głowy, że szkoda na to czasu, a każda negatywna myśl ciągnie za sobą pozostałe negatywne emocje. Im więcej myślimy, o tym, że mamy źle, że coś jest nie tak, tym więcej przyciągamy takich zdarzeń. Bo kto zaprzeczy, że człowiek, który jest zawsze uśmiechnięty, ma pozytywne nastawienie do wszystkiego - nie ma dobrze? To zależy też od tego, co uważamy za "dobrze". Może po prostu to, że w danym momencie jesteśmy zadowoleni z siebie, z naszych bliskich, z tego co robimy i co mamy.
I jesteśmy wdzięczni. Za każdy kolejny dzień. Za to, co do tej pory osiągnęliśmy. Za to co mamy i kim jesteśmy. Za to jakimi ludźmi się otaczamy. Za to, że kochamy i jesteśmy kochani.
Po prostu.
Wystarczy popatrzeć do lustra, podziękować sobie samemu, za to jak sobie świetnie ze wszystkim radzimy, a droga ku lepszemu staje otworem...
W końcu są ludzie, którzy na prawdę mają gorzej niż my.
Ostatnio odkryty kawałek. Jakoś tak mi się spodobał. Mimo czasowego wycia Chestera :P
A ogólnie to: Raz tak, raz inaczej, byle do przodu... :P
Czasem niestety trzeba z czegoś zrezygnować, na rzecz innego wyboru. I tak to jest. Trochę żalu zawsze zostaje, że idzie się tą drogą, a nie inną, ale jakby się wybrało tę 2gą, byłoby podobnie. Nie można mieć wszystkiego. Ważne, żeby się obok miało kogoś bliskiego, z kim chce się wszystko dzielić.
Wtedy każda decyzja jest łatwiejsza i wszystko wydaje się jaśniejsze.
Mała iskra zawsze jest potrzebna :) Mała budzi dużą, a duża rozbudza płomień. Trzeba o niego dbać i rozpalać go regularnie, by nie zgasł, bo potem trudno go znów zapalić.
Ale tak to jest.
Ważne, by nie zapominać w tym wszystkim o sobie. I czasem zrobić też coś dla siebie, bo jak tego nie ma, to trudno się potem wprawić w dobry nastrój.
Wybory są trudne. Praktycznie każdy z nas nie lubi stawać przed trudnymi wyborami. Zawsze są jakieś za i przeciw. Czasem jest ich więcej, czasem mniej. A czasem żadne z nich nie są tak do końca dobre. Co wtedy zrobić? Przeczekać? Tylko co to tak na prawdę da? Jaki będzie w tym cel? Czy w ogóle musi być jakiś cel?
Nie jestem pewna ani 1szego ani 2giego.
Może zrobienie listy za i przeciw, nie jest wcale takim złym pomysłem...
"Where is my Mind?"
Tylko, czy jeśli wstrzymam na jakiś czas z decyzją, jeśli go przeczekam, to czy będzie to dobre dla mnie? Bo jakoś nie umiem brać pod uwagę tylko swojego dobra. Zawsze myślę tylko o innych.
Obie opcje niosą ze sobą jakieś korzyści. Tylko czy te korzyści da się ze sobą połączyć w chwili obecnej? Chyba nie. Trzeba wybrać. I albo iść do przodu, albo przeczekać jeszcze chwilę, znaleźć konkretną pracę i wtedy ruszyć dalej.
Jest takie bardzo mądre powiedzenie: Umiesz liczyć, licz na siebie.
Z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach. Więc jeśli jest taka możliwość najlepiej jak najwcześniej wyprowadzić się z domu. Im później, tym bardziej psują się relacje rodzinne. Czasem nie można ich już odbudować. Dobre chęci z jednej strony to za mało. Lepiej usunąć się w cień, gdzieś z dala od bliskich i odwiedzać ich tylko czasami.
Tak jest zdrowo. I każdy zachowuje zdrowy rozsądek i swoją godność. I wszyscy są zadowoleni.
Kiedy będzie koniec? Jestem już zmęczona i obolała. Chcę po prostu obudzić się i gdzieś normalnie pójść, coś normalnie zrobić i z czegoś się normalnie cieszyć.
Boli mnie niemoc.
Boli mnie uśmiech.
Każde, nawet najmniejsze rozciągnięcie ust powoduje palący ból. Ogień rozrywa tkanki.
A przecież uśmiech działa przeciwbólowo... A jednak nie zawsze.
Sen, jeśli w końcu przychodzi, przynosi koszmary, więc nie sposób jest do niego uciec.
...
Mam nadzieję, że jutro będzie lepiej.
Powyżej stare zdjęcie z przymierzalni. Odkopane z dysku.
Trudno jest czasem dotrzymać słowa Choćbyś nie wiem jak się starał, są rzeczy które tak popsują Twoje plany, że nie ruszysz się dalej, dopóki ich nie załatwisz. Nie rozumiem tylko dlaczego zawsze zdarza mi się to wtedy, kiedy już coś zaczyna się wreszcie normalnie układać i zaczynają mi wychodzić sprawy z którymi miałam problem od lat.
Wszytko dobrze się układa, nagle bach i znów muszę kombinować co zrobić, aby ze wszystkiego się jakoś wywiązać.
Chyba znów przeczytam sobie "Sekret". Co i Wam polecam. Czyta się lekko i szybko. A efekty widać niemal natychmiast.
Tak sobie myślę, że czytając go wiosną, trafiłam na swój czas. Dzięki temu MAM wszystko, co zdarzyło się do tej pory. A przede wszystkim TO, czego od zawsze pragnęłam.
Niektórzy mogą twierdzić, że to bzdury i bajki. Ale ja wiem swoje. Bo najlepiej słuchać siebie. Bo tylko Ty wiesz, co tak na prawdę wpływa dobrze i źle na Ciebie i Twoje działania. I tylko Ty umiesz kierować tym, co będzie w przyszłości. Jak ją sobie dobrze zaprogramujesz, to nie będzie dla Ciebie rzeczy niemożliwych.
Sam jesteś sobie programistą. Wystarczy tylko bardzo chcieć.
Ok kilku dni wyglądam jak malina. Silne uczulenie, prawdopodobnie na nowe plomby w zębach. Będzie wywiercanie... będzie się działo :P
Zły humor i irytacja szły za mną już od kilku dni. Dziś wpadł Paweł i jak ręką odjął. Wrócił dobry humor i uśmiech :) Przy okazji miłego dnia zaliczyliśmy wizytę w przychodni i 2 silne zastrzyki odczulające :> Czasem się zastanawiam, czy dziwacznych sytuacji będzie kiedyś koniec, czy tak będą się za nami ciągnęły dożywotnio :P Bo wygląda na to, że jednak oboje mamy na tyle "szczęścia", że co rusz spotykają nas same nietypowe historie :P A jak już jesteśmy razem, to są to już zjawiska paranormalne :P Albo raczej paranienormalne :P Taka zjeżdżalnia zdarzeń. Wchodzisz do góry, a potem wziuuuuu i na łeb na szyję :P
No.
Nie wiadomo czy śmiać się, czy płakać :P Chyba jednak śmiać się.
Ludzie są niesprawiedliwi. Mają na oczach klapki, które przykrywają im ich własne błędy. Widzą tylko to, co robią i mówią inni. Nie widząc siebie samego i swoich błędów. Czasem słyszysz - a ty robisz to i tamto... A ty co robisz? Najpierw popatrz na siebie i swoje wady, zanim zaczniesz je wyliczać innym. Popatrz ile w tobie dobra, a ile tego, co powszechnie nazywane jest złem. Pamiętaj, że w każdym człowieku jest tego po równo. Potem popatrz w lustro i powiedz sobie - jestem dobry. Na prawdę jesteś?
To małe rzeczy wywołują największe burze i sztormy na oceanem naszych głów. To my nie panujemy nad wiatrem i wzmagamy burzę. To my nie trzymamy kursu i zbaczamy ciągle i nieuchronnie raz w lewo raz w prawo, telepiąc się na wietrze jak liść osiki. A gdybyśmy choć raz stanęli i popatrzyli na siebie z boku...
Świat byłby jaśniejszy.
Świat pełen jest kurzu.
Od tego, czy odkurzysz go w porę zależy czy powstrzymasz kolejną burzę,
Słowa ranią najbardziej. Słowa bolą. Przez słowa chowamy się w grubą skorupę, spychamy samych siebie w bezemocjonalność. Zamykamy się w sobie i boimy iść dalej.
Trzeba wiedzieć, na co można sobie pozwolić, a czym można wyrządzić komuś krzywdę. Czasem mówiąc, wyrządzamy więcej zła sobie, niż temu komuś, komu zamierzamy. Bo ta osoba kiedyś wybaczy, choć zadra w niej pozostanie na zawsze. Ale my sami zostajemy z niesmakiem. Do siebie samego. A tego się już nie cofnie.
Żyć trzeba. Ze sobą samym, dla siebie. Bo życie krótkie jest.
"No dawn, no day, I'm always in this twilight In the shadow of your heart"
Złota piękna jesień. Chce się wyjść do lasu i pobiec jak najdalej, jak najszybciej, bez oglądania się za siebie. Czuć na twarzy pęd smagających gałązek. Świst zimnego, jesiennego powietrza. Orzeźwienie w płucach. Trochę więcej życia.
Tęskno mi do zwykłego spaceru. Razem. Bez pośpiechu. W słońcu.
A wizyty w Górce są pozytywnie nastrajające. Tylko nie jest to ta górka, pod którą regularnie muszę się wspinać. A ostatnie efekty wspinaczki są bynajmniej znikome.
Nie wszystko złoto, co się świeci, jak to się ładnie mówi.
Ogólnie nie mam tym razem w zanadrzu żadnych mniejszych lub większych mądrości. Piszę tak prostu. Bo piszę. Bo zaczynam mieć wątpliwości czy wszystkiemu podołam. Bo jak wszystko zaczyna się już układać, a mnie zostanie wtedy rzucona pod nogę choć jedna kłoda, wówczas się waham. Czy na pewno dam radę. Wiem, że muszę, wiem, że chcę, ale z dnia na dzień, gdy jestem tutaj, TAM jest coraz odleglejsze i wydaje mi się, że mam coraz mniej szans na powrót do czasów sprzed TUTAJ. TUTAJ wszystko jest trudniejsze, mimo, że to co kocham najbardziej jest właśnie TU. Wszystko jest bardziej skomplikowane niż się wydaje. Ciężko mi ruszyć z miejsca. Staram się jak mogę. Ale żeby zrobić to na prawdę potrzebuję solidnego ramienia, które podniesie mnie i poprowadzi z powrotem TAM. Tego ramienia, które podpierało mnie ostatnim razem i podpiera od wiosny.
Bo tak na prawdę właśnie tam jest najwięcej szans na wszystko.
Angina się skończyła. Teraz walczę z zapaleniem ucha i gardła, i bólem 2óch zębów... ogarniając w między czasie wszystkie rozpoczęte zobowiązania. Nawet dobrze mi to idzie. Wreszcie robię wszystko na spokojnie, bez stresu i pośpiechu. Wreszcie nie martwię się o finanse, bo wreszcie jest jakaś praca, dzięki której czuję się spokojniej. Gdyby była stała, gdzieś poza domem, byłoby jeszcze lepiej.
Wreszcie martwię się o... siebie.
Czy kolejny raz dam radę zaczynać od nowa.
Nie chce mi się o tym myśleć.
Wreszcie mogę chwilę odpocząć. TAK PO PROSTU.
Zawsze chciałam umieścić tu to zdjęcie. Jakoś tak bardzo je lubię. 7. maja 2011. Magiczny dzień ;)