niedziela, 20 marca 2011

Olek




Równo rok temu odszedł Olek.
Dziś rocznica.
Przed pierwszym dniem wiosny.
Nie nastrajająca to była nowina.

Olek był "złożonym" osobnikiem.
Miał swoje dobre i złe cechy, ale czasem więcej było tych złych.
Tęsknię za tym jak warczał na mnie przez okno. Jak szczekał na wszystkie okoliczne dzieci i starszych ludzi. Jak pochłaniał ogromne ilości czereśni.
Jak po czesaniu, na działce ścieliła się istna kołdra z jego futra.
75 kg żywej wagi. Same mięśnie i grube futro.
Fajny przyjaciel na zimne wieczory.
Kiedyś ciągnął sanki, przytulał się, cieszył na Twój widok, obwąchiwał wesoło, wskakiwał "na kolanka" i tak sobie siedział.
A jak przestało się zwracać na niego uwagę, to podchodził, kładł łapę na twoim udzie, wbijał w nie pazury i przesuwał łapą w dół.
Jakby mówił - Ej, ja też tu jestem.

Potem warczał już prawie na każdego. Chodził naburmuszony, atakował ludzi i dawał się głaskać raz na ruski rok.

Olek lubił czereśnie. Dostawał ich pełną miskę i wcinał ze smakiem.
odrywał sobie owoce od ogonków.
Potrafił odkręcić plastikową butelkę w ciągu 40 sekund.
Potrafił skakać na wys. 2 metrów w celu złapania tchórza siedzącego na słoninie dla ptaków. Nigdy nie pił świeżej wody, zawsze musiała ona odstać jakieś 2-3 dni.
Nie jadł nic z podłogi. Mógł wytrzymać wiele godzin bez załatwiania potrzeb fizjologicznych, bo wstydził się zabrudzić podłogę.
Dzięki jego obecności, przez 10 lat nie było na moim osiedlu ani jednej kradzieży.
Olek był pogromcą okolicznych pijaków.
Jak ktoś źle się czuł, lub miał zły humor - wtedy On podchodził, kładł głowę na Twoich kolanach i tak siedział, próbując cię pocieszyć.
Nie lubił bananów i sałaty, ale uwielbiał arbuza, lody i czekoladę.
Jak tylko słyszał szelest papierka, od razu dostawał ślinotoku i na ziemię wędrowały wielkie gluty.
Niczego i nikogo się nie bał. Nie bał się większych psów, nie bał się wystrzałów petard, nie bał się burzy, nie bał się weterynarza.
Nie lubił dzieci, bo kiedyś rzucały w niego kamieniami i petardami.
Nie lubił starszych ludzi. Nie lubił pijaków i zapachu alkoholu.
Pijaka zjadłby razem z ciuchami.
Jak kogoś atakował, to nie łapał za nogawkę ale rzucał się od razu do gardła.
Przez ostatnie kilka lat życia, nie lubił mnie i mojej Mamy.
Nie cierpiał kotów i nie lubił kąpania, na które skazany był regularnie.
Denerwował go odkurzacz i listonosz, którego tak jak i pijaka, zjadłby z całym odzieniem, nie gardząc nawet torbą.
Mojego kuzyna policjanta, chciał kiedyś zjeść przez okno.
Dobijał się do niego przez 20 min.

Ogólnie Olek to był dzik jakich mało.
Ale wszyscy go kochaliśmy.
W końcu był z nami 12 lat.

Ludzie też tak dziczeją.
Im są starsi, tym trudniej z nimi wytrzymać.
Ciężej z nimi żyć.


Na dolnym zdjęciu moja siostra - jedyna osoba, która mogła z Olkiem zrobić wszystko.
Oprócz niej Olek kochał jeszcze mojego Tatę.
Byli najlepszymi przyjaciółmi.
Ja i moja Mama należałyśmy tylko do reszty "stada".



Piszę dziś o nim, bo chcę, to kiedyś przeczytać, tak dla siebie i przypomnieć sobie.
Bo różnie się układa i o czymś mogę zapomnieć.




.

Brak komentarzy: