niedziela, 6 marca 2011

Kiełczyn













Wczoraj byłyśmy z Iwonką i Olką w Kiełczynie.
Miły dzień...
Stare, dobre okolice do których moje serce wyrywało się od dłuższego czasu.
Tęsknię za tymi miejscami.
Byłam w tej miejscowości setki razy, ale nigdy nie udało mi się wejść do tamtejszego kościoła. Podobno tamtejsza ołtarzowa figura czyni cuda.
Pierwszy dla mnie już uczyniła.
- Rozpoczęła nowy sezon wycieczkowy ;)

Wycieczka rozpoczęła się gdy od razu po wyjściu z auta, Olka (moja siostrzenica) wlazła w psią kupę. Aż popłakałam się ze śmiechu :P
Atmosfera dzięki temu wydarzeniu była wręcz genialna :D

A zakończyło się na tym, jak Olka krzyczała na cały kościół, że chce śpiewać razem z "Panem Księdzem - Chwała na wysokości".
Ponieważ trafiłyśmy do kościoła na chwilę przed rozpoczęciem mszy, Olka wyczaiła księdza i musiałyśmy szybko się ewakuować :P
Przez kolejne pół godziny był płacz "ja chcę śpiewać z Panem Księdzem" i śpiewanie w aucie "Chwała na wysokości, a pokój na ziemi" :D
Po drodze nowe ple golfowe, wielka pluszowa Myszka Mickey, która miała siedzieć w szopie nad rzeczką, a której wcale tam nie było, puste rowy, w których kiedyś za czasów starych wycieczek pasły się krowy, jasny labrador, kiedyś przywiązany do ściany, teraz siedzący w kojcu, nowe osiedle na zakręcie przed Tąpadłem... i wiele innych.

Potem było ciacho i herbatka.
Olka to twardy i marudzący zawodnik, ale wyprawy z nią zawsze są zaskakujące i pełne uśmiechu.


Krajobrazy szybko się zmieniają.
Tylko ludzie stoją w miejscu.
Czasem dlatego, że trudno im zrobić krok do przodu.
Może się boją, a może nie chcą.
Może nie umieją, a może nawet nie wiedzą, że czasem trzeba ruszyć z miejsca.
Dla własnego dobra.

sobota, 5 marca 2011

Dyploms







Wczoraj odebrałam dyplomy.
Licencjacki i Mgr.
Licencjat 5 lat po obronie, a mgr 3 lata po obronie :P
Podobno nie jestem jedyną "spóźnialską" i byli ode mnie więksi rekordziści.
Pani w kwesturze powiedziała mi na ucho, że niedawno był ktoś, kto odebrał dyplom dopiero po 15 latach... i szukano go długo w archiwum.
Więc wcale nie jestem tak do tyłu ;)
Poza tym pocieszam się też tym, że jeszcze kilka osób z mojego rocznika nadal nic nie odebrało, a do tego wcale im się nie spieszy :D

Magister sztuki.
Co to znaczy? i do czego ten tytuł jest potrzebny? :P
Dziwnie brzmi, ale może być.

Z zachwytu zrobiłam swoim dyplomom całą sesję :P
Ale wrzucam tylko 4 zdjęcia :P
heheh :P



.

środa, 2 marca 2011

Jakiś taki



"- Wiesz co John? Opowiem ci pewną historię.
Na pewno ci się spodoba, bo wiesz... jest jakaś taka podobna do Twojej...


Pewnego razu w Ameryce żył sobie jakiś facet.
Prowadził jakieś życie i jeździł jakimś samochodem, któremu przy każdym hamowaniu odpadało lusterko i opadała na dół tylna, lewa szyba.
Miał jakąś żonę i jakiegoś syna.
Miał zwyczajną, nudną pracę w firmie sprzątającej, z której nie był jednak zadowolony ale jakiejś innej nie szukał.
I tak sobie jeździł każdego dnia do jakiejś pracy, z pracy wracał do domu i jadł jakiś obiad, po czym siadał na kanapie, kładł nogi na stół, brał piwo do ręki i czytał jakąś gazetę na zmianę z oglądaniem jakiegoś programu rozrywkowego, który akurat leciał w tv.

Pewnego razu po powrocie do domu zastał na stole jakąś kartkę z informacją, którą zostawiła mu żona. Facet miał odgrzać sobie obiad sam, ponieważ żona pojechała do jakiegoś sklepu po czajnik, który akurat się zepsuł.
Facet odgrzał sobie obiad, usiadł tradycyjnie na kanapie, położył nogi na stole, do ręki wziął pilota i włączył na jakiś przypadkowy kanał.
Ponieważ siedział tak już dobre 2 godz, a żony jak nie było tak nie było, zachciało mu się pić.
Nabrał wielkiej ochoty na herbatę.
Z ciężkim sercem, że musi ruszyć tyłek z kanapy, wstał i poszedł do kuchni.
Wlał wodę do czajnika i postawił go na gazie.
Usłyszał powolne syczenie i zobaczył, że w ściance czajnika zrobiła się dziura i wycieka z niego woda. Wkurzył się, ściągnął czajnik z gazu i zastanowił się czym by tu go zakleić na chwilę, żeby woda się ugotowała przed powrotem żony.
Poszukał jakiejś taśmy.
Gdy już ją znalazł, wziął ścierkę i przetarł nią dziurę.
Nagle w pokoju zrobiło się ciemno, a z czajnika wyleciał zielony dymek.
Facet zrobił jakąś dziwną minę, ale się nie przeraził nietypową sytuacją.
W pomieszczeniu rozległ się głos.
- Jestem Dżinem z czajnika. Ponieważ zrobiła się w nim dziura, a ty w przypływie dobrych chęci chciałeś ją załatać, spełnię twoje 3 życzenia. Wal śmiało.
Facet bez odrobiny zdziwienia czy też podejrzliwości zatarł więc ręce, wyszczerzył zęby i mówi:
- Chcę jakiś ciekawy i oryginalny samochód, na którego widok, kobiety będą jęczeć.
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem, powiedział Dżin. Masz jeszcze 2 życzenia - zastanów się więc czego jeszcze potrzebujesz.
Facet znów wyszczerzył się i powiedział:
- Chcę żeby moja żona miała po powrocie jakieś takie wielkie balony, żebym na ich widok miał aż mokre spodnie, bo coś ostatnio nie układa nam się w łóżku.
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem, powtórzył Dżin. Zostało jeszcze jedno życzenie. Tym razem zastanów się jeszcze mocniej, ponieważ więcej życzeń już nie będzie.
Facet podrapał się po głowie, usiadł na krześle i chwilę pomyślał.
- Mam! - krzyknął - Chcę być kierownikiem w dużej firmie!!!
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem, powiedział Dżin i zniknął.
W pokoju na powrót zrobiło się jasno, a na podjeździe słychać było kroki.
W zamku przekręcił się klucz i do mieszkania weszła żona.
Facet z czajnikiem w ręku, uradowany historią z Dżinem pobiegł do drzwi żeby jej wszystko opowiedzieć.
Jak już dobiegał do drzwi stanął jak wyryty ze zdziwienia.
Żona stała uradowana w drzwiach trzymając w ręku pęk kolorowych balonów.
- Zobacz kochanie co dostałam kupując nowy czajnik!
Facetowi opadła ręka, a cała resztka wody z czajnika wylała mu się na spodnie...
Zrezygnowany uśmiechnął się krzywo i wrócił na sofę.
Nie minęło 20 min., a zadzwonił telefon.
Ponieważ żona akurat była w pobliżu, odebrała go i mówi - kochanie to do Ciebie, dzwoni Frank z pracy, mówi że ma dla ciebie dobrą nowinę.
Facet przypomniał sobie o dżinie i o 2gim życzeniu, i pobiegł do telefonu jak strzała.
- Jestem, czuję, że masz dla mnie dobre wieści!
- Zgadłeś. Chciałem poinformować Cię, że dostałeś awans.
- Wiedziałem! - powiedział facet - mów szybko co i jak.
- No więc jak usłyszysz, to opadnie ci szczęka - Bill z wschodniego miał dziś zawał, nie wraca do pracy, przejmujesz jego stanowisko. Będziesz kierownikiem wysypiska.
Co prawda, pensja ta sama, co do tej pory, ale wiesz...
Facet opuścił ręce i odłożył słuchawkę.

Ubrał kurtkę i krzyknął do żony - wychodzę.
Wziął kluczyki i wyszedł z domu.
Odpalił auto i pojechał w stronę baru.
Jakiś dzieciak zajechał mu drogę rowerem i facet ostro zahamował.
Momentalnie z auta odpadło lusterko, a tylna szyba zjechała w dół.
Równolegle z nim zatrzymał się piękny i lśniący kabriolet, za którego kierownicą siedziała wspaniała, czarnowłosa kobieta.
Uśmiechnęła się i jęknęła - Dawno nie widziałam tak oryginalnego auta...



Wiesz co John, określ się wreszcie człowieku, bo chyba tak na prawdę sam nie wiesz czego chcesz i o co ci chodzi."


.

niedziela, 27 lutego 2011

*





Life is beautiful
:)




.

środa, 23 lutego 2011

sesesese






No i co ja mogę teraz powiedzieć? :)
Jak to Lechowa dziś napisała w opisie na gadu - kosmos.
Taaak jest.
Kosmos.
Drabina samoświadomości.
I hyc do góry.

Czasem żeby coś mieć wystarczy tylko baaaaaaardzo chcieć.
Nie ważne co.
Chcesz to masz.
Ja chcę więc mam :D


A z Julką, za 5 lat spotykamy się w Paryżu :D Ona już tam wie co i jak ;)



Na zdjęciu - jak widać :P


.

sobota, 19 lutego 2011

between words




(Czytać od 1:6 min. klipu :P)


Wszystko co się dzieje jest pomiędzy słowami.
Koniec z tym.
Czas na tu i na teraz.
A resztą niech się zajmą ci, którym się nudzi i którzy mają na to za dużo czasu.

Wciąż nie rozumiem skąd w ludziach skłonność i ochota na głupie gierki i upartość.
Czemu niektórzy robią coś na pokaz, idą w zaparte w czymś tylko po to żeby komuś coś udowodnić. Nawet jeśli nie mają racji.
Czemu są ślepi na to, co oni sami robią źle, a widzą jedynie to co robi ktoś inny...
I nie ważne, że tak na prawdę nie ma to żadnego związku z rzeczywistością.
Lepiej takich zostawić samym sobie. Nie pomagać i nie starać się.
Może jak już nic im nie zostanie, to się wtedy opamiętają.

Ale tak to jest.
Life.



.

niedziela, 13 lutego 2011

:D



Coś w innym klimacie :P


.

sobota, 12 lutego 2011

All Good Things




MY NAME IS.......
.... .. ..

Czasem kogoś znasz. A może tylko Ci się wydaje?
Żyjesz z kimś, żyjesz koło niego, niej, jego, jej.
Żyjesz i znasz? A może jest zupełnie odwrotnie?
Wydaje Ci się, że wszystko wiesz.
Znasz?
Nie znasz?
A może sam już nie wiesz?
Tak na prawdę do końca nie znamy nawet siebie, więc jak możemy myśleć, że coś o kimś dobrze wiemy?
Czasem poznajemy, to co ktoś chce nam pokazać.
A to co jest prawdziwe i trudne dla niego samego... to wychodzi z czasem.
Czas, czasem, z czasem, o czasie.. wszędzie ten czas.
Wychodzi i co? Co wtedy?

Jak masz siłę, to wchodzisz w ten świat. Na własne ryzyko.
Jeśli wątpisz choć przez ułamek sekundy "To choćbyś z pistoletem zaszedł mi drogę - powrotu nie będzie" jak to śpiewa Hey.
Ale tak na prawdę, to nie masz szans nawet jak nie zwątpisz.
Bo walki z sobą nie wygrasz, więc jak możesz wierzyć że uda Ci się to z kimś innym?

Bzdura.


.

środa, 9 lutego 2011

krzywe twarze w krzywym świecie



Ludzie mają krzywe twarze.
Krzywe ciała i krzywe dusze.
Krzywe myśli.
Krzywo patrzą na krzywy świat.
"Stąpają po niepewnym gruncie"

S T Ą P A J Ą K R Z Y W O

.

poniedziałek, 7 lutego 2011

Jak nie, jak tak?




Ogólnie uważam iż jest świetnie.
Choć tak na prawdę nie jest.
Ale jest przecież tylko wtedy, kiedy chcemy żeby było.
A jak nie chcemy, to jest zupełnie odwrotnie.
A jak jest zupełnie odwrotnie, to wcale nie jest świetnie.
A jak nie jest świetnie, to jest po prostu do bani.

Więc jest do bani.
Myślę sobie, ile jeszcze przede mną i zastanawiam się nad tym, po co o tym myślę, bo przecież jakbym nie myślała, to może byłoby inaczej.
A myśląc o tym co jest już za mną, wcale niczego nie zyskuję, ale i też nie tracę, bo przecież myślę o tym co było, a nie o tym co będzie.
O tym co jest teraz, wolę nie myśleć, bo przecież właśnie to, nastręcza mi najwięcej problemów.
A jak nie będę o nich myślała, to może nie będą one tak widoczne i może znikną.
Ale jak znikną, to przecież nie będę miała o czym myśleć.
A jak nie będę miała o czym myśleć, to będzie zwyczajnie nudno.

Lepiej więc jak się wszystko wali na łeb na szyję?
Nie wiem.
I jakoś nie chce mi się o tym myśleć.





**** bonus

- Ten sam post, słuchany przy 2óch różnych kawałkach ma inny wydźwięk.
A wydźwięk, to ważna rzecz.


.

Jak nie, jak tak?




Ogólnie uważam iż jest świetnie.
Choć tak na prawdę nie jest.
Ale jest przecież tylko wtedy, kiedy chcemy żeby było.
A jak nie chcemy, to jest zupełnie odwrotnie.
A jak jest zupełnie odwrotnie, to wcale nie jest świetnie.
A jak nie jest świetnie, to jest po prostu do bani.

Więc jest do bani.
Myślę sobie, ile jeszcze przede mną i zastanawiam się nad tym, po co o tym myślę, bo przecież jakbym nie myślała, to może byłoby inaczej.
A myśląc o tym co jest już za mną, wcale niczego nie zyskuję, ale i też nie tracę, bo przecież myślę o tym co było, a nie o tym co będzie.
O tym co jest teraz, wolę nie myśleć, bo przecież właśnie to, nastręcza mi najwięcej problemów.
A jak nie będę o nich myślała, to może nie będą one tak widoczne i może znikną.
Ale jak znikną, to przecież nie będę miała o czym myśleć.
A jak nie będę miała o czym myśleć, to będzie zwyczajnie nudno.

Lepiej więc jak się wszystko wali na łeb na szyję?
Nie wiem.
I jakoś nie chce mi się o tym myśleć.


.

niedziela, 30 stycznia 2011

A Room with a View


/>




Mam pokój z widokiem.
Patrzę, tu i teraz.
Trochę daleko i trochę blisko.
Czasem wcale.
Zamykam oczy.

Trochę o mnie, a trochę o tobie.
Trochę o was, za was i na was.


.

poniedziałek, 17 stycznia 2011

kolor













Znalazłam niedawno gruby plik stykówek z kolorowych filmów.
Przełom 2002/2010.
Z racji braku skanera do filmów, przeskanowałam sobie owe stykówki zwykłym skanerem.
Co prawda jakość jest kiepska, ale wrzucam kilka.

8 kolorowych lat zamkniętych w kilku kolorowych stykówkach.


Jak kiedyś przeskanuję filmy, to wrzucę oryginały.


(Nazwy miejsc w tytułach)

.

sobota, 15 stycznia 2011

ehe :>




Ostatnio wszystko toczy się jakoś dziwnie. Poza mną.
Czuję się jakbym była widzem.
Siedzę przed nieograniczonej wielkości ekranem.
Oglądam film przygodowy. Akcja toczy się przez cały seans, co prawda ze zróżnicowanym tempem, ale jednak.
Nie ma reklam, więc brak czasu na chwilę odpoczynku i odejście.
Jak próbujesz odejść, to akcja nabiera tempa. Porywa cię do środka. Czasem w wirze zdarzeń nagle pojawia się zryw i budzisz się lądując na ziemi.
Jak w Incepcji.
Z levelu do levelu, w każdym coś nowego.
Najlepsze jest to, że pierwszy raz nie możesz w żaden sposób przewidzieć tego co będzie dalej. I to jest COŚ, bo dzięki temu przeżywasz wszystko tak jak być powinno.
Wszystko jest świeższe i ma dłuższy termin ważności.
A pudełko nie zawsze mieści w sobie to co opisuje etykieta...
Czasami to co z wierzchu nie wygląda tak jakbyśmy chcieli, mieści w sobie dużo pozytywnych niespodzianek.
Lecimy do przodu Panie i Panowie.
Teraz mamy tylko z górki.
A na drodze nie ma już żadnych przeszkód, są tylko materie wspomagające.
Te wesołe, ciekawe i pełne nowych możliwości.
Pełne życia.


Pod ich wpływem za oknem robi się jaśniej.
Nawet w nocy.


A tak ogólnie, to nie chce mi się gadać.
Wolę ostatnio trochę pomilczeć i nie pisać banialuków :P

:)

.

poniedziałek, 3 stycznia 2011

I'm so heavy, heavy




21 gram. Podobno tyle wazy dusza.
21 gam, tyle ważę dziś Ja.
Materia.
Nie czuje ciała, jakbym była gdzieś indziej.
Od tygodnia żyję w świecie snów i filmów.
Tak jest fajnie.
Chciałabym tam wejść i zostać.

Lubie mieć wolny czas, ale pogłębia on uczucie samotności.
A to nie jest dobre.

Uciekam do moich snów.........
Tam nigdy nie będę sama.


.

piątek, 31 grudnia 2010

Podsumowanie 2010


Rok 2010 minął. Był rokiem spotkań, ludzi, rodziny, pracy, aktywności, miłości i dziwnych zdarzeń.
Ludzie widoczni na zdjęciach są osobami, które zaistniały dla mnie jakoś szczególnie w minionym roku.
Nie muszę ich przedstawiać, ale dla tych, co nie wiedzą:
Kolejność przypadkowa.

Malwina, Julia, Martyna, Iwonka, Olka, Mama, Michał Sitek, Daniel, Ala, Wojtek, Paweł, Iza, Jagoda, Woronowicz, Aśka Ziółkowska, Karolina Bielak, Oliwka, Karol, Michałek i mój pies Olek.

Nie wszyscy jednak sa na zdjęciach. Brakuje Magdy, Bartka i Lechowej.

Z jednymi przyjaźniłam się mniej z innymi bardziej. Ale to jest właśnie ich rok.
Niektóre osoby bardzo mi pomogły w trudnych chwilach za co im szczególnie dziękuję.
Nie będę ich wymieniać, bo one wszystko wiedzą.
To prawdziwi przyjaciele.

Początek roku był pełen nieogarniętego chaosu.
Połowa i koniec roku przyniosły spokój, radość i szczęście.


Jestem szczęśliwa sama ze sobą. I to jest najważniejsze.
Żeby je poznać, spotyka się na swojej drodze tzw. nauczycieli.
I ja spotkałam ich kilku.
Widoczni są na zdjęciach.


Życzę wszystkim w tym roku wielu pozytywnych przygód.
Dużo aktywności, ciekawości i przyjaźni.
Bo jak się okazuje - ta ostatnia jest najważniejsza.



.

środa, 15 grudnia 2010

lewa noga



Skręciłam nogę w poniedziałek.
Za oknem -17.
Znów nie byłam w pracy.
Może jutro uda mi się dokuśtykać.
Jeśli po drodze nie okaże się, że np. są mega zaspy, korki, albo nie wiadomo co jeszcze.

Zastanawiam się co ciekawego znów mi się przydarzy.
Strach wychodzić z domu.

Powoli przychodzą myśli o minionym roku.
Podsumowanie wychodzi bardziej dodatnio niż poprzedni rok.
Ale wciąż jestem w nim pod kreską.
Kropka, kreska, kropka, kreska.

Za tydz. Święta. Nic nowego.
Za 2 tyg. Nowy Rok. Nic Nowego.

Kiedyś zawsze i wszystko mnie ekscytowało.
Teraz, wszystko to, wydaje się zwyczajne.

Ktoś ma na to jakieś rozwiązanie?


Na zdjęciu tradycyjnie Olka.
Bycie ciocią to trudna sprawa.


.

niedziela, 12 grudnia 2010

koniec tygodnia



Zarobiłam dziś trochę kasy.
Nic nadzwyczajnego, ale w porównaniu do "dziwnej pracy" to i tak sporo.
Nie wiem co mi sprawia ostatnio większą przyjemność - jej zarabianie czy wydawania.
Wpierw przychodzi euforia zakupów, potem wyrzuty sumienia...
Żeby znów przejść do ciułania...
Ciułanie w okresie przedświątecznym zdecydowanie się nie sprawdza.

Z malowania i grafik można jednak zarabiać.


Dziś Olka przywiozła od swojego Tatusia kilka worów z prezentami.
Lego z pingwinami, stajnie z konikami, puzzle, kasę fiskalną, żyrafę i całą masę innych...
Nie wiem kto bardziej się z nich cieszył. Ja jako ciocia, czy ona :P
Czekoladki były dobre.

Dziś nowy dzień.

Może trochę jaśniej niż wczoraj, a może tylko mi się wydaje.
Zobaczymy jutro.
Pochłonie mnie szara rzeczywistość i może załatwi wszystkie sprawy za mnie.
Nie miałabym nic przeciwko...


Powyżej fotka z przyjazdu Kasi Lech do Polszy z zimnej, nieprzebytej Finlandii...
25 czerwca, więc trochę przeterminowane :P


.

sobota, 11 grudnia 2010

doesn't feel so bright




Świat wiruje.
Płynie z wiatrem pod prąd, wieje mu w twarz ale leci dalej... tylko po co?
Spada.
Robi się ciemno i zimno.
Mały. Schowany w czarnej klatce, ciemnym pomieszczeniu bez drzwi i okien.
Dusi się. Dusi się coraz bardziej.
Myśli kotłują się zbijając w jedną masę.
Ściany schodzą się, wędrują w jego stronę jeszcze bardziej zabierając przestrzeń.
Zabierają tlen i światło.
Bez światła ginie.
Bezkresna iluzja życia pozostaje jedynie mglistym wspomnieniem.
Gdzie są te kolory?

Świat skurczył się.
Zmniejszył, stracił blask i poszarzał.


Dużo niefajnych zdarzeń ostatnio przyćmiło te drobne, dobre chwile.
Dziwna praca, która nie starcza nawet na byle jakie wydatki, kolejny problem z następnym mieszkaniem, kilka złych wiadomości. Za dużo.
Dziś w 1 dzień zarobiłam więcej niż w ciągu 3 tyg. pracy... kto wtajemniczony, ten wie why.
Więc kolejne tematy do zastanawiania i myślenia.
Co dla kogo i jak się opłaca?
O co toczy się gra?
Gramy o życie.

Ale ja już nie umiem.
Nie mam siły i ochoty.
Nie wybiegam dalej niż o godzinę do przodu.

Poddałam się.

Nie chce mi się.


.

piątek, 26 listopada 2010

tylko, żeby nie było...









Jakiś czas temu zrobiłyśmy z Jagodą "kilka" zdjęć.
Kiedyś je powtórzymy.
Dla tych, którzy jeszcze nie widzieli wrzucam sztuk parę.
Jak obrobię jeszcze jakieś inne, to dorzucę.

Ostatnio nie chce mi się pisać.
Poza tym, że nie mam tak zwanej weny, to jeszcze nie mam czasu.
Wbijanie się w rytm pracy z dojeżdżaniem, zabrało mi całkowicie wolny czas.
Ciągle zmęczona.
Praca, powrót, kolejna praca, parę godzin snu, praca.... itd.
Od niedz. będę już na miejscu.
Parę metrów, a zmienia rzeczywistość.
4 godziny bliżej (biorąc pod uwagę korki na obwodnicy i krzykach w drodze do pracy i korki na borowskiej i krzykach, w drodze z pracy)

Ostatnio patrzę na świat przez pryzmat zarabiania pieniędzy.
Coś wreszcie się ruszyło i zaczęło wychodzić.
Wciąż jest za dużo pustego miejsca w portfelu, ale mówię sobie, że obecny stan jest inwestycją na przyszłość.
Co z tego, że przez tą inwestycje leczę teraz gardło.
Praca w porządku, ludzie w pracy też, miejsce miłe i spokojne, za oknem przy którym siedzę mam nawet chałupę Pana Schetyny.
Kończy się asfalt, zaczyna kostka i wieś.
Życie towarzyskie całkiem w porządku.
Ogólnie same pozytywy.

Wszystko niby ok.


Ale jakoś nie mam celu.
Posucha, obojetność i wypalenie emocjonalne.




.

piątek, 19 listopada 2010

skaza



Obejrzałam "Skazę" z Jeremym Ironsem i Juliette Binoche.
Życie jest ukrytym mordercą.
Czasem lepiej nie słuchać uczuć.

Nie oglądam się za siebie.
Dziś podjęłam bardzo trudną dla mnie decyzję.
Przeżyję ten weekend.
Później będzie już z górki.
Closed chapter.
Obym nie żałowała swojej decyzji.

Każda kolejna godzina mówiąca o zbliżającym się jutrze dłuży się jakby mijały miesiące.. lata...
Wstanę rano, pójdę do pracy, przeżyję jakoś ten dzień i już nigdy więcej nie popełnię tego samego błędu.
Oby do poniedziałku.
Nigdy nie myślałam, że kiedyś polubię poniedziałki.

Sitek miałeś rację.
To było naładowanie baterii.
Spotkamy się 11.


Szerokiej drogi Capitao...

.

sobota, 13 listopada 2010

coś poszło źle


photo - Andreas Lang


Coś poszło źle.
Zepsuło się już na poziomie genów.
Czegoś zabrakło, lub czegoś wystąpiło za dużo.
Nie wyrównano poziomu.

Poziom staje się pionem i odwrotnie.
Statek nie trzyma kursu i osiada co rusz na mieliźnie. A jak już z niej wypłynie to z nów w nią wpada.
Czyżby był przeklęty?
Ciemne moce przejęły nad nim władzę, czy po prostu kapitan poddał się i oddał go w ręce piratów?

Raków już nie będzie, bo mamy za brudną wodę.

Co robić wiedząc, że ktoś zrobił coś bardzo złego?
Co zrobić wiedząc, że ujawnienie prawdy może mieć bardzo złe skutki dla wielu osób.
Bardzo złe.
Co zrobić wiedząc, że jeśli się tej prawdy nie ujawni, to najbardziej ucierpi na tym ktoś zupełnie niewinny. Ktoś o czystym sercu i czystych dłoniach.
Wiesz, że w każdym z obu przypadków ktoś pójdzie pod przysłowiowy "młotek", a wiesz, że musisz coś zrobić, bo jeśli nie zrobisz nic, to i tak ktoś będzie bardzo cierpiał.
Żadna decyzja nie jest dobra.

Chce mi się bardzo spać.
Jestem zmęczona.
Budzę się co rano tak zmęczona jakbym nie spała co najmniej dobę.
Chodzę spać z tym samym uczuciem.
A przecież wszystko się zmienia.
Tak.
Ludzie też.
Na gorsze...

Moje powieki już opadły. Śpię na jawie. Tylko to pomaga.


Zdjęcie powyżej zrobił Andreas Lang.
Miły Pan z Niemiec.
Miałam tę przyjemność poznać go osobiście w kolejce do ASPowej ciemni 5 lat temu.
Fajnie buduje klimat.


Wtedy wspomnienia miały inny smak.


.

sobota, 6 listopada 2010

amnezja




Ostatnio cierpię na chroniczne zaniki pamięci. Biorąc pod uwagę ostatnie zdarzenia oraz zdarzenia przed ostatnie i te, które były przed tym przedostatnimi :P jest to bardzo wygodna sytuacja.
Nie pamiętam o czym rozmawiałam z niektórymi osobami kilka dni temu, co mówiłam, co ktoś mówił, o co pokłóciłam się z moją Mamą 4 dni temu i wielu wielu innych rzeczy.
Nie pamiętam gdzie byłam. Nie pamiętam na jakiej imprezie ostatnio byłam i z kim, pamiętam jedynie kino i pożegnanie Malwiny.
Wiem, że było coś jeszcze, ale nie wiem co.
Zważywszy na to, że trochę już się tego nazbierało i z dnia na dzień jest ich coraz więcej to strach się bać.

Dr House powiedziałby, że to toczeń albo sarkoidoza, albo guz mózgu.
Nie ma czegoś lżejszego? :P

Ale jak już powyżej wspominałam - niemiłych zdarzeń też nie pamiętam, co jest bardzo w tym wypadku wskazane.


Kilka dni temu wróciły klucze do ogrodu.
To pamiętam.
Równo dzień po moim ostatnim wpisie.
Trafiły wprost na moje dłonie i zostały niezwłocznie przeze mnie zakopane tak, żeby nie zostały już odnalezione. I nie wpadły znów w niepowołane ręce.
W żadne ręce.
W moje również.
Jedna droga zamknięta.
Marzenia pogrzebane.
Mam nadzieję, że o tym tez zapomnę.

Niepamięć kontrolowana.

Idę dalej.
Ale jakoś zgubiłam mapę, bo błądzę i trafiam wciąż w to samo miejsce.
Moja ruchomość nie przekracza granicy 10 metrów.
Dalej mgła.
Bezmyśl.
Bezplan.
Bezruch.

W tym ostatnim jestem ostatnio mistrzem.
Bezruch postępujący.

Samotność, to coś czego potrzebuję na dłużej.



Na zdjęciu Jagoda.
Mały fragment nowej sesji.



.

wtorek, 2 listopada 2010

The Garden





Ktoś wchodzi do Twojego ogrodu i zabiera klucz.
Chowa go głęboko do kieszeni i obiecuje, że już zawsze będzie się nim opiekował.
Że nigdy nie zawiedzie Twojego zaufania, że już zawsze będzie siedział na ławce pod drzewem i patrzył na wschodzące kwiatki i spadające liście.
Nagle okazuje się, że nie ma go w ogrodzie, a wiatr szumi między gałęziami stukając co chwila niedomkniętą bramą.
W furtce nie ma klucza... więc nie możesz jej zamknąć.
Pozostaje Ci jedynie czekać, ale nie wiesz przecież na co?
Nie możesz jej zamknąć i zając się swoim ogrodem, bo ten ktoś nie miał na tyle wyobraźni żeby wytłumaczyć Ci swoją decyzję.
Nie miał na tyle odwagi by zapytać Cię czy może zabrać klucz ze sobą i wrócić z nim za jakiś czas.
Nie możesz zamknąć bramy i otworzyć jej na nowo, bo nie wiesz jak to zrobić.
Bo została ona otwarta bezpowrotnie i nie dano Ci możliwości wyboru.
Chcesz zbudować nowe, inne wejście do ogrodu, a tamte zamknąć na cztery spusty, ale nie masz na to tyle siły ile byś chciał mieć.


Niezamknięta droga "pełznie za nami jak robak, ociekając śluzem" - powiedziała Ania Mazur
Ania ma rację. Chcąc iść nową drogą, należy rozwiązać obie pozostałe.
Ale do tego trzeba niestety dwojga osób.
Same chęci nam nie wystarczą.
Musisz jeszcze uzyskać odpowiedzi na wiele pytań.
One jednak są niemożliwe.
Więc dręczą cię resztki przeszłości, której wcale nie chcesz, a która oblepia Cię niczym mokry torf z bagniska, zatrzymując Cię w stanie zawieszenia.
Gnębiąc i z rozmysłem nie pozwalając iść dalej.
Dlaczego?

Za dużo pytań, za mało odpowiedzi.



Nie rozumiem ludzkiej zawiłości.



.

czwartek, 28 października 2010

konduktorze łaskawy...




Spadając miej zawsze pod sobą twardy grunt.
Wbrew pozorom, on uchroni Cię przed większymi obrażeniami.
Racjonalizm.
Prostota.
Trzeźwość umysłu.

Dziś miałam kolejny sen.
Byłam w jakimś dziwnym liceum plastycznym.
Schodziłam po schodach w dół, starym, zapyziałym korytarzem wymazanym sczerniałymi malowidłami. Schody były tak bardzo oblepione farbami, które już dawno straciły swą barwę, że nie było widać stopni.
Stwardniałe i zimne. Gdzieniegdzie odłamane pokazywały przekrój wielu poprzednich lat.
Nie można było stawiać na nich stóp.
Nie wiem w jakim celu schodziłam, ale wiem, że szukałam czegoś na co zawsze czekałam.

Igram z losem.
Tak jest dobrze.
Tak jest fajnie.
Chcesz się przyłączyć?


Jeśli raz komuś uwierzysz i zawiedzie on Twoje zaufanie, to bądź pewien, że powtórzy się to jeszcze wiele razy. Z różnymi osobami.
Przyciągamy ludzi i przyciągamy zdarzenia.
Ja mam to wątpliwe szczęście przyciągać ten sam typ osobowości.
Czekanie na coś? Bzdura.
Nigdy na nikogo nie czekaj, bo w końcu i tak dostaniesz po głowie.
"Konduktor łaskawy, nie zawiezie cie do Warszawy"

Kiedyś pisałam o wierze i marzeniach.
Teraz nie wiem co to jest.
Z pewnością wszystko się spełnia.
Więc lepiej nie pragnąć zbyt mocno, bo spełnione marzenia dostarczają niestety więcej problemów niż gdyby ich nie było.
Wszechświat zachowując równowagę, w chwili gdy daje Ci to czego pragniesz - zabiera co innego.
Czasem nawet, ten przewrotny żartowniś zwija Ci z przed nosa to na co tak długo czekałeś. Śmiejąc się bezczelnie w twarz.
Pamiętaj, że wszechświat to ja i ty, i kazdy inny człowiek.
Zabieramy i dajemy sobie na wzajem.

Myślisz, że piszę do Ciebie?
to grubo się mylisz...


Ludzie to tylko ludzie.
Przychodzą i odchodzą, przychodzą i odchodzą.
Jedyne co się nie zmienia to niebo, woda i ogień.
Wszystko co tworzy Twój umysł i sprawia że masz jeszcze ochotę do życia.


Na zdjęciu Olka.




.

niedziela, 24 października 2010

tak wygląda niebo


Wczoraj miałam dyżur przy bawieniu się z Olką (siostrzenicą).
Leżałyśmy na podłodze i patrzyłyśmy w niebo (sufit).
Pokazywałam jej gdzie są gwiazdy i słońce i chmurki.
Gdzie latają samoloty i śmigłowce.
I jak już jej wszystko wyliczyłam, to zapytałam ją, co tam jeszcze jest na tym niebie?
Na to Olka odpowiada:
- Pan Bóg.
- W niebie?
- Tak.
- Co On tam robi?
- Mieszka.
- To fajnie, a co On tam jeszcze robi?
- Zabiera śmiercią.
Na co zdziwiona aż się odwróciłam w jej stronę, popatrzyłam i zapytałam ponownie, ciekawa kolejnej odpowiedzi:
- A co Pan Bóg jeszcze robi w tym niebie oprócz tego, że tam jest?
- Zabierze Cie.
- Mnie? A gdzie?
- Do nieba.

Nie chcę nic mówić, ale taka wypowiedź 2,5 rocznego dziecka trochę mnie przeraziła :P


.

sobota, 23 października 2010

cichaczem








Czy można przerwać sen i za chwilę znów do niego powrócić?

Budzę się rano z głowa pełną obrazów, miejsc i wspomnień.
Czy są one moje, czy kogoś innego?
Co dzień inni ludzie, inne uczucia i inne wrażenia.
Budzę się i żyję, a te jednak pozostają na dłużej.
Chodzą za mną dzień w dzień.
Potem są tylko cieniem.
Tęsknota za tym co było jednak pozostaje.

Czy można tęsknić za czymś co jest nierealne, co nigdy się nie wydarzyło?
Czy można tęsknić za kimś, kto jest nierzeczywisty, jest tylko samą myślą i energią?
Czy można kochać kogoś kogo nie jesteś w stanie dotknąć ani poczuć jego zapachu?

Czy możesz być sobą nie znając odpowiedzi na te pytania?

Podróż wgłąb siebie jest długa. Ale wszystko co napotykasz na jej drodze jest i zawsze będzie Twoje.
Czujesz za sobą oddech tego, kto zawsze będzie Cię chronił.
Swój własny.

Nostalgią zawiało. Jesień wdarła się przez okno cichaczem i już tu została.
Ale to nic osobistego.


Jak wszystkie szanujące się dziewczyny - postanowiłam mieć sesję z firanką ;)
Powyżej jej efekty. Tylko ja, aparat i ona ;)
Zdjęcia robiłam sobie sama. Z ręki.
Ostatnie zdjęcie na udowodnienie obecności tejże firanki :P


.

piątek, 22 października 2010

This City




Myśli mi się nawarstwiły.
Nie wiem od czego zacząć.
Jestem zmęczona.
Tym całym światem.
Gdzie się podziała ta energia?
Najchętniej z nikim bym nie gadała i nigdzie nie szła.
Męczą mnie ludzie.
Męczą mnie sytuacje.
Te same wciąż powtarzające się od nowa i nowa.
Ostatnie sytuacje najbardziej.
Przede wszystkim mam dość płci brzydkiej, że się tak wyrażę.
Czas odpocząć.
Przestałam czekać i nie idę dalej.
Nie chce mi się.
Nie czekam już ani na dobre ani na złe wieści.
Karmię sny.
To jest dziś najciekawsze.


Szybka jesień przyszła, zaraz będzie szybka zima i szybka wiosna.
A dalej co?
W tle od wczoraj leci This City - Plaid.
Dziś graja na Synesthesji.
Będę słuchać na żywo.


"Karmić sny" - wymyśliła Oliwia Czarniecka.

Dzisiejszy wpis dedykuję sobie.


.

wtorek, 19 października 2010

"Sanie"



* Stałam na środku polnej drogi.
W oddali, na horyzoncie majaczyły góry.
Chłód wieczoru wdzierał się wiatrem pod cienkie ubranie.
Szłam donikąd, nie wiem gdzie i nie wiem po co.
Czas jakby się zatrzymał.
Niebo zaszło ciemnymi chmurami. A światło? Światło które przebijało się przez chmury tworzyło znany wszystkim z filmów klimat grozy.
Po niebie co chwila przelatywały wędrowne ptaki wydając z siebie dziwne dźwięki. Pewnie zdążały przed zimą na południe.
Ale to, nie ważne, bo nawet nie spojrzałam w ich stronę.
Próbowałam iść dalej, ale coś jakby zatrzymywało mnie w miejscu.
Dopiero gdy jeden z nich przeleciał jednak na tyle nisko, że poczułam na twarzy wiatr, odruchowo spojrzałam w górę, stając jak wmurowana.
Na niebie ujrzałam sanie Św.Mikołaja zaprzężone w 4 renifery.
Dziwnie ciemne i bez koloru. Tak jakby święta straciły swój blask i splendor, a to z kolei uwidoczniło się w tym jakże świątecznym symbolu.
W pierwszym odruchu niemal nie wybuchnęłam śmiechem, ale powstrzymał mnie przed tym ich kolor.
Zdziwiona tym nierealnym widokiem patrzyłam na rozgrywająca się przede mną scenę.
A to, co ujrzałam w następnej kolejności wprawiło mnie w prawdziwe osłupienie.
Przede mną roztaczał się straszliwy widok.
Po niebie przetaczały się tysiące takich samych sań, wirując i przechodząc na nieboskłonie w różne formacje.
Wszystkie widoczne powozy były czarne, tak samo jak ciągnące je renifery. Żaden z nich nie posiadał jednak woźnicy.
Renifery nie wydawały ani jednego dźwięku. Nawet najmniejszego parsknięcia.
Wyglądały jak ptaki szykujące się do odlotu na południe.
Ich martwy, pusty wzrok nie wyrażał najmniejszej emocji.
Widok ten miał mi się wryć w pamięć na stałe.
Co to mogło oznaczać?
Jak bardzo wyobraźnia potrafi płatać figle, żeby stworzyć tak przewrotny obraz?
Jak bardzo spragniony obrazów, musi być umysł, żeby sobie je sam z nawiązką wytwarzać?
Co z nich jest rzeczywiste, a co tylko wymyślone?
Nie pamiętam co się działo dalej.
Ale świstu lecących sań nie zapomnę.
To był dźwięk jedyny w swoim rodzaju.
Jakby szelest skrzydeł uderzających o taflę szkła.
Głuchy i tępy, bez echa.
Lecz zagłuszał nawet wiejący wiatr.
Dźwięk ten znikał równie szybko jak się pojawiał.
Tak samo szybko, jak szybko ulatniał się cały roztaczający się przede mną obraz.
Pyk, i wszystko uleciało.*


Miałam dziś sen.
Wrzucam go więc "na papier".
Przysłuży się w przyszłości.
Podobno książek/opowiadań nie powinno się nikomu pokazywać przed ich zakończeniem.
Zanim nie zostaną zamknięte przez autora.
Ale ja zawsze robię wszystko inaczej.
Powyżej więc mała, wstępna próbka, większej całości.
Roboczy tyt. - sanie ;)
Wszelkie komentarzo-podpowiedzi wskazane.
Stawiam pierwsze kroki, jak to się łanie mówi :)
Może jakiś wątek dodatkowy ktoś wymyśli, który się przyda w przyszłości?
(wymienię oczywiście w przypisach pomysłodawcę, jeśli zostanie wykorzystany ;)


Z pozdrowieniami dla wszystkich moich fanów.
Dzisiejszy post z dedykacją dla Dawida W. ;)



.

środa, 13 października 2010

nooooowe :>



Ruszył nowy blog.
Zapraszam.

galaz-design

Na razie nowe rzeczy wymieszane ze starymi, ale niedługo będą tylko same nowości.

"I Wanna Make It Wit Chu" dziś w tle leci tego jakże urokliwego i sportowego dnia ;)


.

wtorek, 12 października 2010

Taxi




Wczoraj byliśmy tą samą ekipą co ostatnio na kolejnym koncercie.
Mimo różnych mniej lub bardziej sprzecznych zdań na jego temat - było fajnie.
Posłuchaliśmy muzyki, posiedzieliśmy, pogadaliśmy.
Czasem mam wrażenie, że przy takich sytuacjach/momentach włącza mi się taki mały guzik niepoważności i opowiadania głupich historii.
Czy ja w rzeczywistości taka jestem?
Raczej bym polemizowała.
Nie brakuje mi błyskotliwości i poczucia humoru - skromna nie będę.
Ale kurczę, jakoś nie mogę pozbyć się odruchu opowiadactwa.
Czasem przez to mogę być odbierana jako zupełnie inna osoba...
Czas chyba przystopować ;)

A wracając do koncertu - było fajnie.
Najpierw grali bardzo młodzi chłopcy(ok 18 lat), gdzie na elektryku wymiatał 17sto talek!
Powalił nas na kolana.
(ostatnio często coś nas powala ;)
Ale ten, to mały geniusz. Wróżę całej kapeli świetlaną przyszłość i chyba nie tylko ja.
Początek spokojny, ale na końcówce dali czadu.
Division by Zero natomiast, na początku smęcili, a dopiero pod koniec zaczęli porządnie grać.
Jak to powiedział Paweł - powinni popracować nad imidżem.
Część wyglądała jak skejci a częśc jak disco polo...
No niestety Panowie, ładne oczy to nie wszystko ;)
Pan wokalista ćwiczył intensywnie aerobik :>
Co mnie się osobiście podobało, bo był urokliwy.
Gorzej było przy rozmowie 4ry oczy, które to jego oczy wyglądały jak przejarane i przepite na maxa ;)
Chopcy z pierwszej kapeli i chłopiec wokalista z 2giej kapeli dostali ode mnie po wizytówce i propozycję współpracy przy następnych okładkach :)
Kto wie, może coś z tego wyjdzie.

A znaki?
Znaki są i będą.
Lubię dobre i pozytywne znaki.
Lubię takie znaki które zostawiają dobry nastrój na cały następny dzień ;)
A wczoraj takie były... :D
Jest o czym myśleć.

Czas spać...



.

piątek, 8 października 2010

:\

Bez komentarza :\

.

wtorek, 5 października 2010

Minimetal





W niedzielę byliśmy z chłopakami na Avancie w Impracie.
Oprócz kilku kawałków jednej kapeli, która miała tam grać nie znałam nic innego.
Większość z nas poszła w ciemno.
Ale jak już wyszliśmy z koncertu ok godz. 1 w nocy to było już zupełnie jasno :D
Dawno nie widzieliśmy czegoś tak genialnego.
Na 1szy koncert - Phall Fatale, grubo się spóźniliśmy. Drudzy grali Lucien Dubois Trio, ale 3cia kapela rozwaliła nas na łopatki i przejechała kilka razy walcem.
Siedzieliśmy w pierwszym rzędzie, 3 metry od wykonawców.
MINIMETAL ze Szwajcarii, bo tak nazywała się grupa, zasuwał z ostrym metalem na 2 instrumentach.
Gitarka i perkusja. Cud, miód, orzeszki oraz długotrwały kontakt wzrokowy z Panem perkusistą :>
Panowie przebrani we fraki i cylindry wymiatali równo.
A koncert zapierał dech w piersiach.
Na końcu mały bisik i "piwo" w tamtejszym Pubie.
A jak już sobie tak siedzieliśmy sami w 4rkę w "sali dla niepalących" z przepełnionej sali dla palących przyszedł do nas przystojny Pan perkusista, który okazał się trochę niższy i starszy o jakieś 5 lat.
I poprosił nas o ognia :D
Niestety jak zwykle zapomniałam języka w gębie :P
W każdym razie parę słów poszło. Jak zwykle za mało ;)
Z pierwszej organizatorskiej reki wiem, że będą grali we w przyszłym roku, więc będzie można nadrobić :)

Koncert sponsorował Rafał :P
i dzięki mu za to ;)


Po długim czekaniu na przystankach, dotarliśmy wreszcie na pks i wsiedliśmy w zły autobus. Wszyscy się rozeszli, a ja pojechałam na Klecinę...
Zabłądziłam i 30 min krążyłam sama przed 3icą w nocy po Klecinie zanim dotarłam do domu Maliwny.
Gdyby nie Telefoniczna pomoc Pawła i Malwiny, kto wie - może doszłabym nawet do Sobótki :p W wyniku tegoż "spaceru" siedzę z gorączką i załatwionym gardłem :(


Dziś padł mi dysk zewnętrzny.
500 gb. materiałów.
6 lat mojego życia poszło w łeb.
Jutro dowiem się co i jak można odzyskać i czy w ogóle.
O tym - za ile, wolę już nie myśleć, bo widzę przez to tylko to, że będę musiała zrezygnować z mieszkania, które właśnie wynajęłam :(
Chyba, że zdarzy się jakiś cud, a cudów nie ma.
Wszystkie zdjęcia jakie zrobiłam, w ciągu 6 lat. Cyfra i analog.
Wycieczki, imprezy, Olka, znajomi.
Większość zdjęć z moją Babcią, której już nie ma.
Moje film i animacje. Programy. Tlenowe kontakty.
Wszystkie projekty, począwszy od studiów, na pracach i zleceniach skończywszy.
Sesje zdjęciowe i portfolio.
Cieszę się, że mam chociaż te 4 blogi i zdjęcia na Fejsie, bo tak to nie byłoby nic.



Powyżej zdjęcie, które ściągnęłam ze swojego profilu na Facebooku.
Zrobione w czerwcu, dla Daniela.




.

piątek, 1 października 2010

krwiopijcy


Ludzie, to cholerni krwiopijcy.
Najpierw się nachapią, a potem zwijają manatki i spadają gdzie pieprz rośnie.
Wszystkim się wydaje, że wszystko im wolno i luz.
A potem siedzisz i się zastanawiasz, kto w tym wszystkim tak na prawdę jest głupi, a kto udaje.

Ładne oczy dziś widziałam. 2gi raz.
W River I., pod zmierzwioną grzywką w szaro-niebieskiej bluzie.

Ktoś coś zakumał?


.