sobota, 18 września 2010

nowa Sofia Loren












W czwartek robiłam zdjęcia nowej Sofii Loren.
Wypatrzyłam ją wśród lasu 2 metrowych mężczyzn na ślubie Maryni i zaprosiłam na zdjęcia, koniecznie w tym samym stroju, w którym wystąpiła na weselu.
Najpierw zrobiłyśmy "kilka" zdjęć w zaułku koło czeskiego filmu, potem w 2 małpach.]
W zaułku przez stare wielkie i zaryglowane wrota, nakrzyczała na nas starsza Pani.
Myślała, że jesteśmy wandalami chcącymi wyłamać drzwi :P

Pani z "2 Małp" zauważyła że mam nową fryzurę.
A ja nie zauważyłam, że aż tak często tam bywam.

Sofia Loren stała w swoim stroju przed knajpą i próbowała poprosić przechodniów o ogień.. niestety wszyscy omijali nas szerokim łukiem, myśląc tym razem, że to jakaś telewizyjna ściema.
Udało mi się cyknąć parę niby-modowych i nie modowych zdjęć.

Dzień po sesji Sofię Loren rozłożyła grypa.



.

środa, 15 września 2010

rozwiane wiatraki



Moja wieczna walka z wiatrakami odniosła dobry skutek.
Dziś, pierwszy raz od dawien dawna usłyszałam coś bardzo dobrego, od kogoś, na kogo opinii bardzo mi zależy. Od kogoś, kto bardzo rzadko mówi jakiekolwiek komplementy.
Od kogoś bardzo krytycznego, ale tez bardzo dobrego.
Dla niektórych może to być błahostka, bzdura, zwykła rzecz, którą nie warto się przejmować. Ale dla mnie to wielka sprawa.

"Jesteś najbardziej inteligentną i spostrzegawczą osobą jaką znam. Nikt nie rozumie i nie widzi tak dużo jak Ty. Jesteś też ogromnie wrażliwa i delikatna"

Tak powiedziała moja Mama.
:)
i dziękuję Jej za to.


Straciłyśmy jakiś czas temu wspólny język.
Teraz, obie próbujemy to odbudować.


Dziś mam migrenę.
Czuję się jakby mnie ktoś zamknął w ciemnym pokoju.
Nic mi się nie chce.
od wczoraj mam ochotę obejrzeć jakiś film.
Ale też mi się nie chce :P
Ledwie wymęczyłam dziś projekt kolejnego loga.
Chyba wrócę do Irvinga, którego dostałam od Julki.
576 stron "Ostatniej nocy w Twisted River".


Jutro sesja z Sofią Loren :>
Trzeba się wyspać.
Będą nowe, fajne zdjęcia.


fot. gdzieś koło Idzikowa, rok 2007 lub 08.


.

wtorek, 14 września 2010

ja i ja







Jestem lekka jak platek sniegu.
Mam czyste mysli.
Jestem z siebie dumna.


Jak by to napisac wprost - lzej mi ze wszystkim.
Z kolejnej trudnej sytuacji wybrnelam z rozsadkiem i stoickim spokojem.


.

poniedziałek, 13 września 2010

przepis na sukces :P




Wojtek Obrazowy S. zrobił podsumowanie lata.
Fotograficznie wyszło mu to ciekawie.
To może ja tez zrobię.
Ale bardziej analitycznie.
Ostatnio, mając do czynienia z towarzystwem bankowo-finansowym, mam niejako również do czynienia z dużymi liczbami. Jak niektórzy mogliby przypuszczać - nie są to jednak kwestie finansowe :P Ostatnio nie operuję finansami :P


Przechodząc do rzeczy, tegoroczne lato miało się tak:


1 nowe mieszkanie
1 praca jako grafik
1 wystawa połączona z operą
4 propozycje pracy bez pokrycia (nie zrealizowane)
1 przyjaciółka przeprowadzona na wyspy
1 przyjaciółka przeprowadzająca się na zachód
2 wywołane klisze (niestety i tylko)
1 odnaleziona znajomość
1 wielkie uczucie, które przyszło i odeszło
1 wielka zmiana osobowości
11 sprzedanych obrazów
2 chętnych kupców obrazowych
1 kąpiel z Olką w dmuchanym basenie :P
1 nowa znajomość ze starszą, znaną i wpływową osobą, która okazała się oszustem
2 nowe, ciekawe i niezwykle interesujące męskie znajomości
2 nowe i niezwykle frustrujące damsko-męskie znajomości mieszkaniowe
1 znajomość sopranowa mogąca wpłynąć na przyszłośc
2 bardzo ważne decyzje
2 śmierci w rodzinie
2 nowe przyjaciółki
2 osoby, którym udało mi się pomóc
3 szczęśliwe śluby wśród znajomych
1 szczęśliwie urodzone dziecko wśród znajomych, które uwielbia mój obraz
2 obcych telefonicznych nagabywaczy
3 fajne koncerty
3 oszustki mieszkaniowe
100 wypadów na "kawo-herbato-browar:P"
100 nowych męskich znajomości
100 nowych damskich znajomości
1001 zrozumianych błędów i nieporozumień
1001 nowych, fajnych kapel muzycznych
1001 dziwnych przypadków
1001 dziwnych - nie zbiegów okoliczności
1 zgnieciony palec u nogi
1 trzmiel w nogawce
8 wypadów rowerowych
1 wydany leksykon artystyczny z moim nazwiskiem
2 miesiące na rowerku stacjonarnym
3 kilo zrzucone
1 miesiąc walki o zdrowie
4 kilo dorzucone
12 nowo obejrzanych filmów
3 wypady do kina
1862 odwiedziny na blogu
2 niespłacone długi
1 oczekiwanie na rozwój kariery zawodowej
1 wielomilionowy uśmiech w duszy i na twarzy
1 wielki sukces - JA


Tysiąc pięćset sto dziewięćset innych zdarzeń.

(kolejność przypadkowa)


Całość dokładnie wymieszać. Gotować na wolnym ogniu 20 min.
Podawać bez żadnych dodatków.


Mimo niemiłych wydarzeń, wszystko miło wspominam :)



.

niedziela, 12 września 2010

sens



"Strange how life makes sense in time now.."



Nie pamiętam już ile razy pisałam, że wszystko jest dziwne, że wszystko się zmienia, że nauczyłam się tego i owego.
Ale tak na prawdę kogo to obchodzi?

Mnie już w sumie nie bardzo.
Pojawiła się nowa ścieżka.
Chyba stąd to stwierdzenie.
Life znowu mnie zaskoczyło.
Tak na prawdę, to zaskoczyłam się sama.
Jak to? ktoś mógłby zapytać.
A tak to.
Nie wiem do końca, więc nie powiem.
Rodziło się tak przez 3 dni, aż się urodziło.
Z myśli na myśl, przez myśl i do myśli.

Jadąc dziś nową, wyboistą trasą rowerową przystanęłam na chwilę.
"Zaparkowałam" rower, wyciągnęłam z kieszeni banana :P, obrałam go ze skórki i usłyszałam dźwięk. Popatrzyłam w prawo i zobaczyłam odpowiedź na wszystkie moje pytania. Stała tam 50 letnia osika. Minimalnie wiejący wiatr sprawiał iż jej liście telepały się na wietrze wydając charakterystyczny tylko dla tego gatunku drzewa dźwięk.
Wtedy zobaczyłam wszystko.
Kolor, światło, jasność, wielkość, zapach, dotyk, pamięć, gest, obraz, miękkość, wspomnienie.
Zobaczyłam trawę, niebo, pole, horyzont, słońce, ciepło, mój rower.

Czegoś jednak zabrakło.


Postanowiłam.



.

czwartek, 9 września 2010

grunt














"Myślenie jest dla głupich, ludzie z głową na karku mają albo znaki z nieba albo inspiracje" MP



Od dziś kolejna zmiana zasad.
Bawimy się w inną grę.

Koniec z miłymi słowami, dobrem i uprzejmościami.
Twardy grunt tylko.
Komu nie odpowiada, niech spada.




Powyżej fotki ze ślubu Maryni i Mariusza.
Ich światem rządzi szczęście.
Moim rządzę Ja.



.

wtorek, 7 września 2010

byk





14 sierpnia Marynia z Mariuszem wzięli ślub.
Robiłam na nim zdjęcia jako fotograf oraz brałam udział jako gość.
Fajna sprawa.
Świetnie się przy tym ubawiłam.
Po ślubie w małym wiejskim kościółku niedaleko Sobótki, zrobiliśmy z Hania (siostra panny młodej) i Kubą sprint na Partynice na mega imprezę w stylu rodeo na 130 osób.
Było mnóstwo niesamowicie fajnych osób, a średnia wzrostu obecnych tam facetów przekraczała 2 metry :> co było niesamowicie przyjemnym zjawiskiem :P
Wreszcie mogłam patrzeć do góry :P
Dużo mądrych i ciekawych osobowości.
Dużo radości i szczęścia.

Ciekawa jestem jak to jest możliwe w naszych czasach, że 2 tak młode osoby łączą się na zawsze tak po prostu - z miłości...
Obecnie, w dobie bezuczuciowości, internetu i ogólnej oziębłości społecznej jest to zjawisko wręcz niepowtarzalne.
Miło było patrzeć na te spojrzenia i wygłupy przy ołtarzu.
Na te łzy, prawdziwe.
Głupio mi było w takim momencie robić zdjęcia.

A jednak istnieje tak zwana miłość na dłuższą metę?

Dlaczego mnie spotykają jedynie te krótkie mety?
Czy tak ma być?
Czy jeszcze mam czekać?
Wszelkie zdarzenia z ostatnich 4 miesięcy dały mi dużo do myślenia.
Rozpoczęły się dokładnie 28 maja.
Miały być do końca życia. Na zawsze.
Wpłynęły na całe moje przyszłe i obecne życie.
Zakręciły w głowie i wyprały myśli.
Sprawiły, że jakoś nie widzę na dzień dzisiejszy żadnych relacji damsko-męskich.
I z dnia na dzień jest coraz gorzej.
Brakuje mi uczuć.
Wciąż pojawiają się nowe osoby, a ja odwrażliwiłam się.
A miało być tak wspaniale...


Life, jak to mawia Paweł.
Tylko czemu ten life jest taki brutal, co?
Teraz to w moim sercu powstaje mur.


Wstępnie wrzucam 2 zdjęcia.
Reszta za kilka dni.
Będą to fotki już bardziej ślubne :P



.

wtorek, 31 sierpnia 2010

wiem




Wiem, że nic nie wiem.

Zmęczona jestem.
Jutro kolejny dzień przeprowadzki...
Jeszcze nie wiem gdzie.
Chyba wrócę na chwilę do domu i będę czekać na info w sprawie pracy.
Ciężkie dni ostatnio...


Wiem, że wszystkiemu można sprostać i wszystko jest łatwe. trzeba tylko spróbować.
Ostatnio chodzi mi po głowie wiele rzeczy.
Dużo myśli o tym co zdarzyło się w ciągu ostatnich, przełomowych 5 mies.
O przeszłości również.

Wiem, że zmieniam się z każda chwilą.
Zauważyłam u siebie totalny brak emocji, w niektórych sprawach...
Dziwne nie? Ja i brak emocji?
Tak - doszło do tego, że jeżeli dochodzi do trudnej sytuacji jakiejś innej osoby niż Ja - Ja nic nie czuje.
I jest mi to nawet obojętne...
Tak.
Dużo się zmieniło.
Za to w wielu innych momentach czuję więcej niż kiedyś.
Choć tak na prawdę nie wiem co to znaczy - czuć.

Ile jeszcze spotkam osób, które przyjdą na chwilę, zatrzęsą moją ziemią o odejdą?
Jak bardzo każde kolejne trzęsienie ziemi będzie mi odbierało moje dawne Ja?
A może za dużo mówię..
Może nie powinnam mówić nic. Wtedy byłoby ok.


Wiem już, że im mniej się mówi, tym więcej jest to warte.
Słowa tak na prawdę mają małe znaczenie. Liczy się to, co się robi.
Mówiąc dużo, a nie robiąc nic, tak na prawdę utwierdzamy kogoś w przekonaniu, że to co mówimy jest mało istotne.

Lubię pisać. Lubię mówić.
Ale nie znaczy to, że to co mówię i piszę nie jest ważne.
Wręcz przeciwnie.
Nauczyłam się wybierać słowa i reagować na wszytko mniej emocjonalnie.
Nauczyłam się pokory, cierpliwości, spokoju i opanowania.
Nauczyłam się nie czucia, braku emocji i chłodu.
Nauczyłam się, że jestem energią i radością, której uwalniam z dnia na dzień coraz więcej.
Nauczyłam się rozmawiać. Tak na prawdę. Rozmawiać i słuchać.
Nauczyłam się uzewnętrzniać.

Nauczyłam się siebie.

I życzę tego każdemu, kto miał lub ma w tym wszystkim braki lub problem z nabraniem do siebie i innych dystansu.
Wiem, że niczego nie można przyspieszać, że wszystko przychodzi samo.
Samo z siebie. Słowa... i gesty...
Co ma być i tak w końcu będzie.
Wiem, że to co było zawsze pozostanie w naszym wnętrzu. Głęboko.
I nigdy, nigdy nie minie. Choćby wrzucił Cię ktoś do pralki i chciał na siłę z Ciebie wydusić wszystkie uczucia i wspomnienia...
Wiem, że słońce świeci, a chmury płyną wciąż do przodu z sekundy na sekundę zmieniając kształt. Tak jak ja.
Wiem, że inni też zmieniają kształty, nawet jeśli tego nie chcą.
Zmieniają też kolory. Zrzucają warstwy.
Wiem, że warto czekać, choćby nie wiem jak bardzo nie jesteśmy pewni jutra.
Wiem, że wybaczać i kochać, to 2 największe wartości.
Wiem, że człowiek tak na prawdę może być szczęśliwy tylko wtedy gdy przestanie uciekać od siebie.
Wiem, że jak już siebie odnajdzie i dojdzie z sobą samym do porozumienia, wówczas będzie mógł wypełnić swoje życie byciem z druga osobą.
Wiem, że bardzo trudno jest żyć i podejmować wszystkie wyzwania.
Wiem, że śmierć przychodzi znienacka. Przychodzi i zabiera w najmniej oczekiwanym momencie. Wtedy nie można już nic zrobić i nic powiedzieć.
Zostajemy sami z sobą z ogromną pustką i żalem do końca życia.
Dlatego tak ważne są właśnie te wyzwania.
Czasem, gdy jesteś już szczęśliwy, przypadkiem dowiadujesz się, że Twój czas tutaj, zaraz może się skończyć. A Ty nie zrobiłeś jeszcze tylu rzeczy.
Nie pogodziłeś się z kimś, nie pojechałeś tu i tam, nie spełniłeś marzeń.
Gdy przychodzą do nas takie sytuacje, możemy ujrzeć w nich znak, że coś powinniśmy zmienić. Możemy ale nie musimy.
Kiedy jednak zobaczymy, że zmiany przyniosą nam coś lepszego, wówczas może się okazać, że tak na prawdę będziemy żyć jeszcze wiele lat.
Wiem, że mam ogromną odwagę i z dnia na dzień nabieram jej coraz więcej.
Łykam ją z powietrzem.
Wiem, że nie muszę się niczego bać.
Bo nic nie jest straszne.
Nic nie jest złe.

Nic nie jest gorsze od siebie samego.



Fot. Malvina


.

niedziela, 29 sierpnia 2010

z wystawy















Heh....
W całym ferworze wszystkich ostatnich zdarzeń i zajęć zapomniałam o wrzuceniu fotek z wystawy... :P
Tyle się działo ostatnio, że nawet przestałam umieć odpoczywać i nie wiedziałam co mam dziś robić...
Praca i zasuw non stop, zdjęcia z wesela Maryni, życie towarzyskie i cała reszta.
A muszę się pochwalić jedną fajna rzeczą.
Udało mi się odnaleźć jednego Pana malującego dość szokujące i nowoczesne obrazy, którego poznałam na jego wystawie w Koszycach na Słowacji, 2 lata temu.
Prawdopodobnie zrobimy mu wystawkę we Wrocku :>
Oj będzie się działo ;)

Jutro podejmuję 2 bardzo ważne decyzje.




Where are my emotions from Hannover?????



.

sobota, 21 sierpnia 2010

forfiter in da old wilidż

i tyle.

i jeszcze pies pijący wodę z basenu...


.

piątek, 13 sierpnia 2010

ręce opadają






Czy wierzyć w ludzi, ludziom?
Oto jest pytanie.
Ktoś odpowie na nie?

Co to jest słowność i czy bycie niesłownym jest chorobą 21 wieku?
Co to jest zaufanie i czy ufać można bez żadnych podstaw ku temu?

Co to k**** wszystko jest??!!
Bo coś tu chyba jest nie tak!

Napisałabym coś mądrego, nawet parę rzeczy przyszło mi do głowy, takich , o których chciałabym napisać.
Ale zwyczajnie mi się nie chce.

W takich okolicznościach przypomina mi się najbardziej znany cytat z "Dnia Świra"
Może lepiej nie będę go przytaczać.


Fotki z Olkas trip.
Nowa seria wycieczek, małych i dużych.
zdjęcia bez ładu i składu ale co z tego.


.

środa, 11 sierpnia 2010

Toi Toi










W sobotę biorę ślub z Marianem i Mariuszem.
Potem rodeo dżampreza na partynicach.

Wczoraj obczajałyśmy z Iwonką i Olką miejsca do zdjęć, przy kościele i cmentarzu w miejscowości Księginice.
Przy wejściu, na terenie cmentarza stoi Toi toi koloru wiejskiego nieba.

Fajne okolice. Dużo dziwów.

.

czwartek, 5 sierpnia 2010

czasem słońce, czasem deszcz





Dziś był pogrzeb Pawła.
Dlaczego z niektórymi osobami z rodziny widujemy się tylko na pogrzebach, za każdym razem obiecując sobie, że będziemy się częściej kontaktować?
Jak to jest, że kilka innych rodzinnych postaci totalnie olało sprawę i pojechało sobie nad morze?? :/
Nie rozumiem.
Zresztą co tu rozumieć...





Fotka z Nowej Rudy. 2006 rok.


.

wtorek, 3 sierpnia 2010

otecki




Z cyklu - galazinka poleca.


Mistrz we własnej osobie.

Genialne dziecko ściany i przestrzeni.
Prace mówią same za siebie.
Każda z osobna krzyczy innym językiem na innym poziomie świadomości.
Krzyczą, ale jednak podskórnie i telepatycznie się porozumiewają.
Przesyłają czystą energię.
Promieniują.

Polecam taki mały maraton po jego stronie: otecki
Na prawdę warto.
Przez duże W.
W jak Wojtek Kołacz vel Otecki.


Powyżej prace Wojtka.
Absolwenta naszej wrocławskiej grafiki.

(zdjęcia nie moje, a czyje, to nie wiem)




.

niedziela, 1 sierpnia 2010

Nikt tak pięknie nie mówił...

.





Jest pięknie???



Znów przyszła śmierć.
Zabrała i poszła.
Jak zwykle bez zapowiedzi.

Kolejne pytania bez odpowiedzi.
Kolejne myśli - dlaczego nie zrobiło się tego i tamtego jak jeszcze był czas.
Dlaczego?
Co to jest za pytanie?

Kto wiedział?
Co to są łzy? i po co?

Myśl, aby mówić co się myśli i przebywać z kochanymi ludźmi jak najwięcej, uderza jak huragan.
Czemu zawsze za późno?


Boję się.



.




.